A kiedy się budzę, jestem szczęśliwy.
A kiedy idę spać, jestem szczęśliwy.
Więc nigdy nie mów mi, że monotonia nie jest piękna.
Mówią o nas już wszystkie telewizje, piszą o nas wszystkie gazety. Jesteśmy gejuchami, pedałami, czasami pisze się o nas jako o pedofilach. Ona dała wywiad do jakiegoś dużego magazynu, w którym opisała nasz brutalny seks, który uważa, że oglądała z ukrycia. I to ja jestem tym gorszym pedałem, który go zmusił do tego wszystkiego. Menadżer jest wściekły, nie umie opanować sytuacji. Że niby wytwórnia chce z nami zerwać kontrakt. Akurat, przybyło każdemu z nas przez ostatnie dwa tygodnie prawie trzy miliony followersów na tt, płyta się sprzedaje lepiej niż po premierze, może po prostu niektórzy oczekują, ze będzie na niej jakiś pornos z nami w roli głównej. Internet jest pełen tych obrazków typu "Louis and Harry fuck". Jakieś komiksy z nami w łóżku, brutalny seks, sperma na twarzach. Kurwa nawet nie chce mi się o tym myśleć. Dawno nie wychodziłem z domu. Na razie nie chcę. Jedni nas nazywają pierdołami, inni bohaterami. Jedni uważają nas za pierdolonych gejusów, inni za przykład odwagi.
A w domu było idealnie cicho, gdzieś w głębi pokoju tykał cicho zegarek. Louis oddychał spokojnie. Spał obok mnie.
I zupełnie nie dbałem o to co mówią inni.
Wszystko jest w nas.
Wszystko zależy od nas.
Dotknąłem dłonią jego włosów. Dobrze, że znów ma dłuższe. Takiego go pokochałem. Zamknąłem oczy i wziąłem głęboki oddech. To przebywanie z nim było jak narkotyk. Te noce, kiedy zabierał mi całą kołdrę przez sen i marzłem,ale nie chciałem mu jej zabierać, jak dziś. Te wieczory, kiedy przed zaśnięciem całował mnie w czoło. Te poranki, kiedy Niall budził nas po dziesiątej na śniadanie. Jego ciepłe ciało. Jego zapach. Jego głos.
Jeżeli kochasz, nigdy nie bój się tego powiedzieć.
Nie warto bać się prawdy.
I nic, absolutnie nic, nie jest w stanie jej wymazać z Ciebie.
Możesz próbować zapomnieć, wmówić sobie, że tak nie jest, albo udawać, że można zastąpić jedno uczucie drugim.
I nawet jeśli jesteś silny, to nie ma znaczenia.
Bo jeżeli coś jest prawdziwe, to tak czy siak, będziesz musiał się z tym zmierzyć.
Miej odwagę.
Wszedłem pod skrawek kołdry i przytuliłem się do jego klatki piersiowej.
Żyj tak, żeby zawsze być szczęśliwym.
wtorek, 16 października 2012
sobota, 13 października 2012
7. Boże Narodzenie.
Siedziałem w moim pokoju, sam. Zamknąłem dokładnie drzwi, żeby nikt nie wszedł do środka. Z dołu było słychać głos Nialla śpiewającego świąteczne piosenki. Pewnie robi nam wszystkim kolację. To takie kochane z jego strony.
Rozrywałem powoli ten papier i próbowałem oklejając prezenty od początku, ale zdawało się że taśma mnie nienawidzi. Zacząłem wycinać nożyczkami duży, kulawy kwadrat, z taką dokładnością i precyzją, że aż poruszałem językiem, tak żeby aby na pewno dobrze się wycięło. Na pewno przyciąłem porządnie język, nie wiem co dalej.
Tegoroczne prezenty nie miały być drogie tylko miłe. Równie dobrze mógłbym wydać kupę kasy na jakiś świetny gadżet dla Zayna, ale dałem parę dych za kilka płyt z dobrymi starymi komediami. Niallowi kupiłem karton słodyczy. Pewnie niezbyt oryginalne, ale wiedziałem przynajmniej, że na pewno się ucieszy. Liam dostanie pod choinkę szelki, bo ostatnio przytył. Mam nadzieję, że nie obrazi się za ten niewinny żart. Dobrze, że już nie jest taką chudziną. Tak, więc to są moje prezenty. Których za cholerę opakować nie potrafię, bo ten papier się na mnie uwziął. Może powinienem po prostu kupić torebki i włożyć w nie to wszystko. Nie no, bez przesady. Ja, Harry Styles, nie poradzę sobie z takim zadaniem? Jasne, że sobie poradzę.
A, no tak. Jeszcze Louis.
Dla Lou mam misia. Pewnie, że to głupie. Ma ich tyle pod łóżkiem, z resztą jak każdy z nas. Dostajemy te misie przy każdej okazji od fanek. Ale mimo wszystko to byłby miś ode mnie. Tak bardzo ode mnie. Biały miś z poczciwą mordką, z miłego materiału. I nie był wcale szczególny. Dosyć duży, ale siedemdziesiąt centymetrów to nie jest jakiś wielki niedźwiedź. I patrzyłem w oczka temu misiowi i to było bardzo miłe gdy myślałem, że jutro, gdy Lou odpakuje go z papieru, uśmiechnie się do mnie i przytuli mnie mocno. I pocałuje.
Mocowałem się nad tym misiem najdłużej bo trudno było go ładnie obkleić. Dochodziło dwudziesta, naprawdę zgłodniałem. Trochę było mi smutno, że nie spędzam tego Bożego Narodzenia z rodziną. Ale jejku, przecież moja druga rodzina jest tutaj. I może z drugiej strony, to będą najpiękniejsze święta w moim życiu?
Śnieg padał za oknem, więc atmosfera świąteczna udzielała się wszystkim jeszcze bardziej. Przewiązałem różową wstążeczką niekształtny pakunek. W głębi serca byłem z siebie dumny. Potem te wszystkie prezenty wsunąłem pod łóżko i miałem tylko nadzieję, że papier nie zabrudzi się od zalegającego tam kurzu.
Niall śpiewał coraz głośniej, ja zszedłem w końcu na dół uśmiechając się do siebie z zadowolenia. Wszystko było takie idealne. Horan ostatnio przyprowadził do nas tą Justynę. Jest naprawdę miła, myślę, że będą razem szczęśliwi. Ma chyba nawet wpaść do nas na święta, bo niedawno jechała "na chwilę" do siebie do Polski. Może nawet przyjedzie dziś, skoro za dwa dni Boże Narodzenie.
Nie miałem pojęcia, gdzie jest Lou i reszta chłopaków, ale przyjąłem, że może po prostu siedzą w swoich pokojach i opakowują prezenty, jak ja, albo oglądają coś w telewizji w salonie. Przeszedłem przez kuchnię. Niall rzeczywiście coś gotował.
- Co nam robisz? - zapytałem wesoło. W kuchni unosił się dziwny zapach.
Był uśmiechnięty od ucha do ucha. Nareszcie prawdziwie szczęśliwy.
- Justyna zaraz będzie i wiesz, robię bigos, czy jakoś tak. Oni to lubią. Tam u niej. Wiesz.
Zaczerwienił się a ja się roześmiałem. Prawie wszystko było idealne. Postanowiłem poczekać do przyjazdu tej dziewczyny i nic nie wyjadać z lodówki. I wyszedłem nic już nie mówiąc z kuchni do salonu.
Zayn i Lou leżeli w przeciwnych rogach kanapy, zajadając się jakimiś chipsami. Zayn nawet nie zwrócił uwago na to, że wszedłem do pomieszczenia, ale Louis spojrzał na mnie i uśmiechnął się.
- Chodź tu do mnie. - powiedział i wciąż leżąc wyciągnął ręce przed siebie, żeby mnie przytulić. Przeszedłem szybko przez pokój i rzuciłem się na niego. Przycisnął mnie do siebie.
- Teraz mnie pocałuj głupku.
Odwróciłem głowę i spojrzałem na Zayna. Patrzył na nas kątem oka, wyraźnie nic sobie z tego nie robił. Louis położył rękę na moim policzku i dał mi buziaka, a potem się roześmiał i zrzucił mnie z kanapy.
- Kurwa, co ty robisz?! - wydarłem się i jęknąłem z bólu. Louis chyba nie spodziewał się, że spadnę z takim łomotem, albo, że w ogóle pozwolę się zrzucić z kanapy, więc teraz ze obawą w oczach pomagał mi się podnieść z podłogi.
- Przepraszam.
- Nie przepraszaj, tylko przestań. - warknąłem. To kolejny raz kiedy robił coś podobnego. Louis nie zaśmiał się jak zwykle, nie obrócił tego w żart. I dobrze. Przysunął twarz do mojego policzka, żeby mnie pocałować, a ja odsunąłem się szybko i wyszedłem z pokoju. Nie podobało mi się to, jak mnie czasem traktował. Jasne, nie wolno brać życia na mega poważnie, ale czasem wypada. Czasem po prostu kurwa wydaje mi się, że zasługuję na szacunek z jego strony, szczególnie w sytuacjach, gdy się całujemy.
Ze złością wparowałem z powrotem do kuchni. Niall obejrzał się, żeby zobaczyć kto wchodzi.
- Kurwa!
- Co jest? - zapytał zdziwiony.
Spojrzałem za drzwi z nadzieją, że jeszcze tu przyjdzie i porządnie mnie przeprosi. Nie miał takiego zamiaru. Byłem na niego zły.
- Problemy w związku? - Niallowi nic nie mogło popsuć humoru, śmiał się teraz ze mnie. Miałem ochotę go kopnąć, albo włożyć mu ten "bisog" w dupę kiedy dawał mi do posmakowania.
- Dlaczego on mnie nie szanuje?! Dlaczego o mnie nie dba?! Bawi się ze mną, to jest tab beznadziejne, że...
- Nie obrażaj się na niego - wszedł mi w słowo - zawsze taki był. Nagle oczekujesz, żeby się zmienił?
- Ja zmieniłbym się dla niego. - warknąłem.
Niall położył ścierkę na blacie kuchni i oparł się o stół plecami, patrząc na mnie w tak cholernie denerwujący sposób.
- Serio? A jakoś się zmieniłeś?
- Nie, bo jakoś nie ma potrzeby, ale gdyby była...
- Nie byłoby - znów mi przerwał - bo Louis kocha Cię takiego, jakim jesteś. - dokończył dobitnie.
Zacisnąłem pięści, tak, że paznokcie wrzynały mi się w skórę. Byłem zły, ale już tylko na siebie. Niall miał rację. Niall zawsze ma rację. Ale mimo wszystko...
Usłyszeliśmy dzwonek drzwi. Blondyn przeszedł obok mnie, poklepując mnie po drodze po ramieniu i poszedł do holu. Patrzyłem jeszcze tępo przed siebie. Jakim ja egoistą do cholery jestem.
A potem usłyszałem krzyk Nialla i serce zabiło mi szybciej z przerażenia. pobiegłem szybko do drzwi wejściowych, trzymając telefon w dłoni, żeby móc ewentualnie dzwonić na policję, albo pogotowie, albo cholera wie co. A potem zobaczyłem Nialla, Liama i Danielle. A ci ostatni trzymali się za ręce, uśmiechnięci od ucha do ucha. A Niall krzyczał ze szczęścia, wołając już resztę chłopaków.
- DANIELLE WRÓCIŁA!!!
Złość ze mnie zeszła, podbiegłem do Danielle i przytuliłem ją mocno, nie zważając na to, jakim wzrokiem zmierzył mnie Liam. Jak dobrze, że znów są razem. teraz już wszyscy są szczęśliwi. I Liam objął swoją dziewczynę i nic nie mogło być już źle.
A potem w drzwiach stanęła Justyna z ogromną różową walizką. I Niall rzucił się na nią, i wszyscy byliśmy tak szczęśliwi i podekscytowani.
Bardziej wszystko chyba już nie mogło się ułożyć. I zjedliśmy razem kolację, i Justyna chwaliła Nialla za bicośtam. A w jadalni pachniało choinką, którą dzień wcześniej ustroiłem z Zaynem. A potem poszedłem do siebie do pokoju. Wcale nie było późno. Ale usiadłem na łóżku i schowałem twarz w dłonie. Niby było wszystko okej, niby żyliśmy życiem jak z bajki, a jednak brakowało mi... Powinienem stroić tą choinkę z Louisem.
Harry, idioto, naprawdę to jest dla Ciebie takie ważne? - usłyszałem w głowie. I odpowiedź nasunęła się sama.
Tak, cholernie jest. I powinien być teraz ze mną, jak Niall jest teraz z Justyną w swoim pokoju, a Liam z Danielle. Ale skoro woli grać w ps3 z Zaynem, proszę bardzo. Nawet nie spytał mnie czy chcę z nimi grać.
Kurwa, Harry nie zachowuj się jak baba. - usłyszałem znowu ten głos w głowie.
A potem położyłem się na łóżku i zasnąłem. Miałem nadzieję, że następny dzień będzie lepszy. Miała być Wigilia i Justyna powiedziała, że zjemy kolację i damy sobie prezenty.
Planowałem więc spać spokojnie co najmniej do szesnastej. Przynajmniej nie będe przeszkadzać Niallowi i Justynie w kuchni - myślałem.
I śnił mi się śnieg i Louis mówiący mi w tym śniegu, w jakimś pustkowiu, jak bardzo ma mnie dość. Obudziłem się z mokrymi od łez oczami jeszcze przed ósmą.
- Harry, ty cipo. - szepnąłem do lustra.
- Siadajcie do stołu, najpierw jemy, potem prezenty! - krzyczała zadowolona Justyna. Cholera, tak zajebiście mówiła po angielsku, nigdy nie powiedziałbym, że to Polka. Chciałem zająć miejsce między Niallem a Zaynem, a wtedy ona wskazała mi miejsce przy Lou.
Prawdę mówiąc nie gadałem z nim od czasu, kiedy zrzucił mnie z tego łóżka. Teraz było mi żal, nie powinienem być na niego zły. Głupio.
Usiadłem przy nim, a on nic sobie z tego nie robił, tylko dalej rozmawiał z Perrie. Gdyby nie fakt, że była dziewczyną Zayna i że Zayn nigdy by jej Louisowi nie oddał, byłbym mocno zazdrosny.
Wszyscy zadowoleni jedli i rozmawiali ze sobą, a ja siedziałem, patrząc tępo w talerz, bo szczerze mówiąc w ogóle mi nie smakowało to "polskie Boże Narodzenie". Może to nawet nie wina potraw, a tego, że Louis próbował mi udowadniać, że mnie nie potrzebuje. Kurwa, ale my jesteśmy idiotami.
- Chodźcie do salonu na prezenty - rzucił Niall, kiedy objadł się już zupełnie. Louis pierwszy wstał od stołu i ruszył do pokoju obok, reszta za nim. Był taki ruchliwy, energiczny, szczęśliwy i denerwujący i tak bardzo go kochałem, a on robił mi na złość. A może on naprawdę ma mnie dość. Nie, tylko sobie wmawiam. Przecież to chwilowe. Za bardzo się kochamy.
Poukładaliśmy prezenty pod choinką i teraz Justyna wyjmowała je i czytała imiona napisane na opakowaniach. To było słodkie. Ona była słodka. Najbardziej dziecinne i słodkie święta w moim dorosłym życiu, tak myślę.
Od Justyny i Nialla dostałem jakieś zajebiście drogie wino. Wypiję je sam - pomyślałem. Od Liama i Danielle dostałem książkę. Rozbawiło mnie to, bo ostatnio w ogóle nie czytam, a oni kupili mi jakiś kryminał. Od Zayna i Perrie jakieś wypasione słuchawki. Potem Louis z rąk Justyny otrzymał pakunek ode mnie. Rozerwał go szybko i spojrzał na misia trochę zdziwiony, a potem postawił go na podłogę. Nie uśmiechnął się, nie ucieszył. Po prostu położył koło kanapy.
Kurwa.
A najgorsze było to, że nie dostałem nic od Louisa.
Wszyscy się śmiali, ogólnie musiało być super, Liam wyciągnął jakiś dobry alkohol. Próbowałem sprawić, żeby Louis na mnie chociaż spojrzał. I nic. Siedziałem na tej podłodze i czułem, że oczy zajdą mi zaraz łzami, ale byłem twardy i dzielnie gapiłem się w jego twarz. A on patrzył na Liama. Wypiłem jeszcze kilka kieliszków i podniosłem się z podłogi.
- Przepraszam was, ale chyba mi coś zaszkodziło, lepiej już pójdę.
Miałem wrażenie, ze wszyscy olali fakt, że jestem obłożnie chory. I wyszedłem szybko z pokoju i pobiegłem po schodach do siebie. Trzasnąłem wściekły drzwiami. I wydarłem się głośno z wściekłości. Nie obchodziło mnie już nawet czy tam na dole usłyszą oznaki mojej furii. Nienawidzę siebie, nienawidzę jego, KURWA.
To ostatnio wyrwało mi się z ust.
Rzuciłem się na łóżko, wciąż powstrzymując się od łez.
Spojrzałem na wyświetlacz telefonu. Dopiero dochodziła dwudziesta. Dwudziesty czwarty grudnia.
Cholera.
Jego urodziny.
Cholera.
Jak mogłem zapomnieć, że on ma urodziny. Przecież powinienem dać mu coś jeszcze. Powinienem mu złożyć te głupi życzenia i przeprosić. Harry, ty idioto.
Jakiś cholerny kryzys w naszym głupim związku, a przecież wszystko co robię, robię dla niego.
A potem zasnąłem, spłakany, rozczarowany. Bo nie przyszedł do mnie, a miałem nadzieję, że przyjdzie i przeprosi. Za cokolwiek.
- Harry.
Poczułem ciepłą dłoń odgarniającą mi loki z oczu.
- Harry.
Otworzyłem oczy, było ciemno, a pierwsza myśl była taka sama, jak i ostatnia przed zaśnięciem.
- Zapomniałem złożyć Ci życzeń urodzinowych. Nie mam nawet dla Ciebie prezentu. - podnosiłem się z leżącej pozycji i widziałem tylko zarys jego twarzy, siedział na łóżku i nie patrzył na mnie, tylko gdzieś na tą głupią szafę - Louis. Przepraszam.
Milczał. Patrzył na mnie przez chwilę, a potem znów obserwował szafę.
- Nie powinienem wymagać od Ciebie, żebyś się zmienił, bo.. - głos mi się załamał - bo pokochałem Ciebie takiego jakim jesteś. I jesteś dla mnie najważniejszy na świecie, rozumiesz? I nie ma nic ważniejszego. I choćbyś zepchnął mnie z wieżowca zamiast z łóżka to kochałbym Cię nadal.
Nic nie mówił.
Przysunąłem się do niego i oparłem głowę o jego ramię.
- Ale jeśli masz mnie już dość to powiedz mi to teraz, proszę.
Głos mi niebezpiecznie drżał. A on milczał dalej. I patrzył na tą głupią szafę. Tak bardzo pachniał sobą. Tak bardzo go kochałem.
- Chcę Ci coś dać na urodziny. - wyszeptałem - Nic innego nie mam.
Dotknąłem dłonią jego policzka i przekręciłem jego głowę, tak, że teraz musiał na mnie spojrzeć. A ja musiałem spojrzeć mu w oczy.
Płakał.
To bolało najbardziej na świecie, bo płakał przeze mnie.
- Przepraszam, mam dla Ciebie tylko to. - szepnąłem.
A potem pocałowałem go. Delikatnie wsunąłem dłoń w jego włosy, a drugą dotykałem gładkiej skóry policzka. I czułem jego łzy przyklelające się do mojego podbródka. A potem jego dłonie trafiły gdzieś w okolice mojego pasa i objął mnie.
Odchylił się delikatnie. Spojrzał mi w oczy.
- Jestem idiotą. - powiedział - i nie wyobrażasz sobie, jak cierpiałem przez ten jeden głupi dzień, kiedy ze sobą nie gadaliśmy. I nie wyobrażam sobie, jak musiałeś cierpieć Ty. Wybacz mi, proszę. - głos mu się załamał. Przytuliłem się do niego, nic już nie mówiąc.
- I wiesz co, Harry? - szepnął - przygotowałem dla Ciebie taki sam bożonarodzeniowy prezent, jaki Ty dałeś mi na urodziny.
Przespaliśmy tą noc razem. I następną. I kolejne siedem, albo czterdzieści dwie.
To zupełnie nieważne.
Ważne, że razem.
Rozrywałem powoli ten papier i próbowałem oklejając prezenty od początku, ale zdawało się że taśma mnie nienawidzi. Zacząłem wycinać nożyczkami duży, kulawy kwadrat, z taką dokładnością i precyzją, że aż poruszałem językiem, tak żeby aby na pewno dobrze się wycięło. Na pewno przyciąłem porządnie język, nie wiem co dalej.
Tegoroczne prezenty nie miały być drogie tylko miłe. Równie dobrze mógłbym wydać kupę kasy na jakiś świetny gadżet dla Zayna, ale dałem parę dych za kilka płyt z dobrymi starymi komediami. Niallowi kupiłem karton słodyczy. Pewnie niezbyt oryginalne, ale wiedziałem przynajmniej, że na pewno się ucieszy. Liam dostanie pod choinkę szelki, bo ostatnio przytył. Mam nadzieję, że nie obrazi się za ten niewinny żart. Dobrze, że już nie jest taką chudziną. Tak, więc to są moje prezenty. Których za cholerę opakować nie potrafię, bo ten papier się na mnie uwziął. Może powinienem po prostu kupić torebki i włożyć w nie to wszystko. Nie no, bez przesady. Ja, Harry Styles, nie poradzę sobie z takim zadaniem? Jasne, że sobie poradzę.
A, no tak. Jeszcze Louis.
Dla Lou mam misia. Pewnie, że to głupie. Ma ich tyle pod łóżkiem, z resztą jak każdy z nas. Dostajemy te misie przy każdej okazji od fanek. Ale mimo wszystko to byłby miś ode mnie. Tak bardzo ode mnie. Biały miś z poczciwą mordką, z miłego materiału. I nie był wcale szczególny. Dosyć duży, ale siedemdziesiąt centymetrów to nie jest jakiś wielki niedźwiedź. I patrzyłem w oczka temu misiowi i to było bardzo miłe gdy myślałem, że jutro, gdy Lou odpakuje go z papieru, uśmiechnie się do mnie i przytuli mnie mocno. I pocałuje.
Mocowałem się nad tym misiem najdłużej bo trudno było go ładnie obkleić. Dochodziło dwudziesta, naprawdę zgłodniałem. Trochę było mi smutno, że nie spędzam tego Bożego Narodzenia z rodziną. Ale jejku, przecież moja druga rodzina jest tutaj. I może z drugiej strony, to będą najpiękniejsze święta w moim życiu?
Śnieg padał za oknem, więc atmosfera świąteczna udzielała się wszystkim jeszcze bardziej. Przewiązałem różową wstążeczką niekształtny pakunek. W głębi serca byłem z siebie dumny. Potem te wszystkie prezenty wsunąłem pod łóżko i miałem tylko nadzieję, że papier nie zabrudzi się od zalegającego tam kurzu.
Niall śpiewał coraz głośniej, ja zszedłem w końcu na dół uśmiechając się do siebie z zadowolenia. Wszystko było takie idealne. Horan ostatnio przyprowadził do nas tą Justynę. Jest naprawdę miła, myślę, że będą razem szczęśliwi. Ma chyba nawet wpaść do nas na święta, bo niedawno jechała "na chwilę" do siebie do Polski. Może nawet przyjedzie dziś, skoro za dwa dni Boże Narodzenie.
Nie miałem pojęcia, gdzie jest Lou i reszta chłopaków, ale przyjąłem, że może po prostu siedzą w swoich pokojach i opakowują prezenty, jak ja, albo oglądają coś w telewizji w salonie. Przeszedłem przez kuchnię. Niall rzeczywiście coś gotował.
- Co nam robisz? - zapytałem wesoło. W kuchni unosił się dziwny zapach.
Był uśmiechnięty od ucha do ucha. Nareszcie prawdziwie szczęśliwy.
- Justyna zaraz będzie i wiesz, robię bigos, czy jakoś tak. Oni to lubią. Tam u niej. Wiesz.
Zaczerwienił się a ja się roześmiałem. Prawie wszystko było idealne. Postanowiłem poczekać do przyjazdu tej dziewczyny i nic nie wyjadać z lodówki. I wyszedłem nic już nie mówiąc z kuchni do salonu.
Zayn i Lou leżeli w przeciwnych rogach kanapy, zajadając się jakimiś chipsami. Zayn nawet nie zwrócił uwago na to, że wszedłem do pomieszczenia, ale Louis spojrzał na mnie i uśmiechnął się.
- Chodź tu do mnie. - powiedział i wciąż leżąc wyciągnął ręce przed siebie, żeby mnie przytulić. Przeszedłem szybko przez pokój i rzuciłem się na niego. Przycisnął mnie do siebie.
- Teraz mnie pocałuj głupku.
Odwróciłem głowę i spojrzałem na Zayna. Patrzył na nas kątem oka, wyraźnie nic sobie z tego nie robił. Louis położył rękę na moim policzku i dał mi buziaka, a potem się roześmiał i zrzucił mnie z kanapy.
- Kurwa, co ty robisz?! - wydarłem się i jęknąłem z bólu. Louis chyba nie spodziewał się, że spadnę z takim łomotem, albo, że w ogóle pozwolę się zrzucić z kanapy, więc teraz ze obawą w oczach pomagał mi się podnieść z podłogi.
- Przepraszam.
- Nie przepraszaj, tylko przestań. - warknąłem. To kolejny raz kiedy robił coś podobnego. Louis nie zaśmiał się jak zwykle, nie obrócił tego w żart. I dobrze. Przysunął twarz do mojego policzka, żeby mnie pocałować, a ja odsunąłem się szybko i wyszedłem z pokoju. Nie podobało mi się to, jak mnie czasem traktował. Jasne, nie wolno brać życia na mega poważnie, ale czasem wypada. Czasem po prostu kurwa wydaje mi się, że zasługuję na szacunek z jego strony, szczególnie w sytuacjach, gdy się całujemy.
Ze złością wparowałem z powrotem do kuchni. Niall obejrzał się, żeby zobaczyć kto wchodzi.
- Kurwa!
- Co jest? - zapytał zdziwiony.
Spojrzałem za drzwi z nadzieją, że jeszcze tu przyjdzie i porządnie mnie przeprosi. Nie miał takiego zamiaru. Byłem na niego zły.
- Problemy w związku? - Niallowi nic nie mogło popsuć humoru, śmiał się teraz ze mnie. Miałem ochotę go kopnąć, albo włożyć mu ten "bisog" w dupę kiedy dawał mi do posmakowania.
- Dlaczego on mnie nie szanuje?! Dlaczego o mnie nie dba?! Bawi się ze mną, to jest tab beznadziejne, że...
- Nie obrażaj się na niego - wszedł mi w słowo - zawsze taki był. Nagle oczekujesz, żeby się zmienił?
- Ja zmieniłbym się dla niego. - warknąłem.
Niall położył ścierkę na blacie kuchni i oparł się o stół plecami, patrząc na mnie w tak cholernie denerwujący sposób.
- Serio? A jakoś się zmieniłeś?
- Nie, bo jakoś nie ma potrzeby, ale gdyby była...
- Nie byłoby - znów mi przerwał - bo Louis kocha Cię takiego, jakim jesteś. - dokończył dobitnie.
Zacisnąłem pięści, tak, że paznokcie wrzynały mi się w skórę. Byłem zły, ale już tylko na siebie. Niall miał rację. Niall zawsze ma rację. Ale mimo wszystko...
Usłyszeliśmy dzwonek drzwi. Blondyn przeszedł obok mnie, poklepując mnie po drodze po ramieniu i poszedł do holu. Patrzyłem jeszcze tępo przed siebie. Jakim ja egoistą do cholery jestem.
A potem usłyszałem krzyk Nialla i serce zabiło mi szybciej z przerażenia. pobiegłem szybko do drzwi wejściowych, trzymając telefon w dłoni, żeby móc ewentualnie dzwonić na policję, albo pogotowie, albo cholera wie co. A potem zobaczyłem Nialla, Liama i Danielle. A ci ostatni trzymali się za ręce, uśmiechnięci od ucha do ucha. A Niall krzyczał ze szczęścia, wołając już resztę chłopaków.
- DANIELLE WRÓCIŁA!!!
Złość ze mnie zeszła, podbiegłem do Danielle i przytuliłem ją mocno, nie zważając na to, jakim wzrokiem zmierzył mnie Liam. Jak dobrze, że znów są razem. teraz już wszyscy są szczęśliwi. I Liam objął swoją dziewczynę i nic nie mogło być już źle.
A potem w drzwiach stanęła Justyna z ogromną różową walizką. I Niall rzucił się na nią, i wszyscy byliśmy tak szczęśliwi i podekscytowani.
Bardziej wszystko chyba już nie mogło się ułożyć. I zjedliśmy razem kolację, i Justyna chwaliła Nialla za bicośtam. A w jadalni pachniało choinką, którą dzień wcześniej ustroiłem z Zaynem. A potem poszedłem do siebie do pokoju. Wcale nie było późno. Ale usiadłem na łóżku i schowałem twarz w dłonie. Niby było wszystko okej, niby żyliśmy życiem jak z bajki, a jednak brakowało mi... Powinienem stroić tą choinkę z Louisem.
Harry, idioto, naprawdę to jest dla Ciebie takie ważne? - usłyszałem w głowie. I odpowiedź nasunęła się sama.
Tak, cholernie jest. I powinien być teraz ze mną, jak Niall jest teraz z Justyną w swoim pokoju, a Liam z Danielle. Ale skoro woli grać w ps3 z Zaynem, proszę bardzo. Nawet nie spytał mnie czy chcę z nimi grać.
Kurwa, Harry nie zachowuj się jak baba. - usłyszałem znowu ten głos w głowie.
A potem położyłem się na łóżku i zasnąłem. Miałem nadzieję, że następny dzień będzie lepszy. Miała być Wigilia i Justyna powiedziała, że zjemy kolację i damy sobie prezenty.
Planowałem więc spać spokojnie co najmniej do szesnastej. Przynajmniej nie będe przeszkadzać Niallowi i Justynie w kuchni - myślałem.
I śnił mi się śnieg i Louis mówiący mi w tym śniegu, w jakimś pustkowiu, jak bardzo ma mnie dość. Obudziłem się z mokrymi od łez oczami jeszcze przed ósmą.
- Harry, ty cipo. - szepnąłem do lustra.
- Siadajcie do stołu, najpierw jemy, potem prezenty! - krzyczała zadowolona Justyna. Cholera, tak zajebiście mówiła po angielsku, nigdy nie powiedziałbym, że to Polka. Chciałem zająć miejsce między Niallem a Zaynem, a wtedy ona wskazała mi miejsce przy Lou.
Prawdę mówiąc nie gadałem z nim od czasu, kiedy zrzucił mnie z tego łóżka. Teraz było mi żal, nie powinienem być na niego zły. Głupio.
Usiadłem przy nim, a on nic sobie z tego nie robił, tylko dalej rozmawiał z Perrie. Gdyby nie fakt, że była dziewczyną Zayna i że Zayn nigdy by jej Louisowi nie oddał, byłbym mocno zazdrosny.
Wszyscy zadowoleni jedli i rozmawiali ze sobą, a ja siedziałem, patrząc tępo w talerz, bo szczerze mówiąc w ogóle mi nie smakowało to "polskie Boże Narodzenie". Może to nawet nie wina potraw, a tego, że Louis próbował mi udowadniać, że mnie nie potrzebuje. Kurwa, ale my jesteśmy idiotami.
- Chodźcie do salonu na prezenty - rzucił Niall, kiedy objadł się już zupełnie. Louis pierwszy wstał od stołu i ruszył do pokoju obok, reszta za nim. Był taki ruchliwy, energiczny, szczęśliwy i denerwujący i tak bardzo go kochałem, a on robił mi na złość. A może on naprawdę ma mnie dość. Nie, tylko sobie wmawiam. Przecież to chwilowe. Za bardzo się kochamy.
Poukładaliśmy prezenty pod choinką i teraz Justyna wyjmowała je i czytała imiona napisane na opakowaniach. To było słodkie. Ona była słodka. Najbardziej dziecinne i słodkie święta w moim dorosłym życiu, tak myślę.
Od Justyny i Nialla dostałem jakieś zajebiście drogie wino. Wypiję je sam - pomyślałem. Od Liama i Danielle dostałem książkę. Rozbawiło mnie to, bo ostatnio w ogóle nie czytam, a oni kupili mi jakiś kryminał. Od Zayna i Perrie jakieś wypasione słuchawki. Potem Louis z rąk Justyny otrzymał pakunek ode mnie. Rozerwał go szybko i spojrzał na misia trochę zdziwiony, a potem postawił go na podłogę. Nie uśmiechnął się, nie ucieszył. Po prostu położył koło kanapy.
Kurwa.
A najgorsze było to, że nie dostałem nic od Louisa.
Wszyscy się śmiali, ogólnie musiało być super, Liam wyciągnął jakiś dobry alkohol. Próbowałem sprawić, żeby Louis na mnie chociaż spojrzał. I nic. Siedziałem na tej podłodze i czułem, że oczy zajdą mi zaraz łzami, ale byłem twardy i dzielnie gapiłem się w jego twarz. A on patrzył na Liama. Wypiłem jeszcze kilka kieliszków i podniosłem się z podłogi.
- Przepraszam was, ale chyba mi coś zaszkodziło, lepiej już pójdę.
Miałem wrażenie, ze wszyscy olali fakt, że jestem obłożnie chory. I wyszedłem szybko z pokoju i pobiegłem po schodach do siebie. Trzasnąłem wściekły drzwiami. I wydarłem się głośno z wściekłości. Nie obchodziło mnie już nawet czy tam na dole usłyszą oznaki mojej furii. Nienawidzę siebie, nienawidzę jego, KURWA.
To ostatnio wyrwało mi się z ust.
Rzuciłem się na łóżko, wciąż powstrzymując się od łez.
Spojrzałem na wyświetlacz telefonu. Dopiero dochodziła dwudziesta. Dwudziesty czwarty grudnia.
Cholera.
Jego urodziny.
Cholera.
Jak mogłem zapomnieć, że on ma urodziny. Przecież powinienem dać mu coś jeszcze. Powinienem mu złożyć te głupi życzenia i przeprosić. Harry, ty idioto.
Jakiś cholerny kryzys w naszym głupim związku, a przecież wszystko co robię, robię dla niego.
A potem zasnąłem, spłakany, rozczarowany. Bo nie przyszedł do mnie, a miałem nadzieję, że przyjdzie i przeprosi. Za cokolwiek.
- Harry.
Poczułem ciepłą dłoń odgarniającą mi loki z oczu.
- Harry.
Otworzyłem oczy, było ciemno, a pierwsza myśl była taka sama, jak i ostatnia przed zaśnięciem.
- Zapomniałem złożyć Ci życzeń urodzinowych. Nie mam nawet dla Ciebie prezentu. - podnosiłem się z leżącej pozycji i widziałem tylko zarys jego twarzy, siedział na łóżku i nie patrzył na mnie, tylko gdzieś na tą głupią szafę - Louis. Przepraszam.
Milczał. Patrzył na mnie przez chwilę, a potem znów obserwował szafę.
- Nie powinienem wymagać od Ciebie, żebyś się zmienił, bo.. - głos mi się załamał - bo pokochałem Ciebie takiego jakim jesteś. I jesteś dla mnie najważniejszy na świecie, rozumiesz? I nie ma nic ważniejszego. I choćbyś zepchnął mnie z wieżowca zamiast z łóżka to kochałbym Cię nadal.
Nic nie mówił.
Przysunąłem się do niego i oparłem głowę o jego ramię.
- Ale jeśli masz mnie już dość to powiedz mi to teraz, proszę.
Głos mi niebezpiecznie drżał. A on milczał dalej. I patrzył na tą głupią szafę. Tak bardzo pachniał sobą. Tak bardzo go kochałem.
- Chcę Ci coś dać na urodziny. - wyszeptałem - Nic innego nie mam.
Dotknąłem dłonią jego policzka i przekręciłem jego głowę, tak, że teraz musiał na mnie spojrzeć. A ja musiałem spojrzeć mu w oczy.
Płakał.
To bolało najbardziej na świecie, bo płakał przeze mnie.
- Przepraszam, mam dla Ciebie tylko to. - szepnąłem.
A potem pocałowałem go. Delikatnie wsunąłem dłoń w jego włosy, a drugą dotykałem gładkiej skóry policzka. I czułem jego łzy przyklelające się do mojego podbródka. A potem jego dłonie trafiły gdzieś w okolice mojego pasa i objął mnie.
Odchylił się delikatnie. Spojrzał mi w oczy.
- Jestem idiotą. - powiedział - i nie wyobrażasz sobie, jak cierpiałem przez ten jeden głupi dzień, kiedy ze sobą nie gadaliśmy. I nie wyobrażam sobie, jak musiałeś cierpieć Ty. Wybacz mi, proszę. - głos mu się załamał. Przytuliłem się do niego, nic już nie mówiąc.
- I wiesz co, Harry? - szepnął - przygotowałem dla Ciebie taki sam bożonarodzeniowy prezent, jaki Ty dałeś mi na urodziny.
Przespaliśmy tą noc razem. I następną. I kolejne siedem, albo czterdzieści dwie.
To zupełnie nieważne.
Ważne, że razem.
poniedziałek, 1 października 2012
6. Pierwszy śnieg.
Siedziałem w swoim pokoju, słuchając muzyki. Byłem w domu sam. To dobrze. I dobrze, że znów jak dawniej mieszkamy w jednym domu. Może ta półroczna przerwa od siebie nam pomogła. Teraz gdzieś wszyscy poszli, nie wiem gdzie. Śpiewałem sobie piosenki, które leciały z wieży. Dochodziła 15. Dwadzieścia minut temu wstałem, więc nie miałem na sobie nic oprócz majtek. Lubiłem taki outfit.
Podrapałem się po udzie, drugą ręką szukając pilota. Pogłośniłem muzykę i wyjrzałem przez okno. Padał śnieg. Grudzień. Nawet nie wiem który, ale do świąt jeszcze ze dwa tygodnie. Całkowity luz, "take me home" sprzedaje się świetnie, dziś mamy dzień wolny, dopiero jutro jakieś wywiady. To było trochę nudne. Każdy z tych dziennikarzy pytał o to samo. O ulubioną piosenkę z płyty, o jakieś anegdoty, o nasze przyjaźnie o nasze dziewczyny, aż w końcu o mnie i o Louisa. "Jesteś z Louisem bliżej niż wcześniej, prawda Harry?", "Wasza przyjaźń jest piękna, ostatnio zacieśniliście tą więź, Harry, kochasz Lou?", "Harry czy Ciebie i Louisa łączy coś więcej niż przyjaźń?", "Czy to prawda, że całowaliście się w londyńskim metrze, Harry?", "Czy Ty i Louis ukrywacie coś przed swoimi fanami?".
Generalnie to ostatnie pytanie było najbardziej zabawne. Bo tak, po każdym takim pytaniu wybuchaliśmy z Louisem śmiechem. W każdym razie zdawało nam się czasem, że nasi fani wiedzą lepiej od nas samych, co się święci. I najpiękniejsze jest to, że nas wspierali. Nasz kochany #bullshitteam który zawsze stanie w naszej obronie. Chociaż przecież się nie deklarujemy. Zachowujemy się jak gdyby nigdy nic. Właściwie to moje życie sprzed i w czasie trwania mojego związku z Lou niczym się nie różniło.
Hah, może oprócz tych kilku skarg ze strony Zayna, że moglibyśmy być ciszej wieczorami. Albo oprócz tych wszystkich wieczorów, kiedy przytula mnie mocno i całuje w czoło, gdy oglądamy kolejną nieśmieszną komedię.
To była chyba najpiękniejsza jesień mojego życia. Tego się nie da opisać. Kiedy największe marzenie się spełnia, i wszystkie zmartwienia nie mają znaczenia, problemy odchodzą na bok. Ciągle mylimy swoje szczoteczki do zębów, a Louis pisze mazakiem na lustrze poranne powitania. Powitania. To jest chyba właściwie słowo. Bo one mają formę nieco inną, typu "umyj się, Brudasie". A pod spodem zamiast podpisu, to niezwykłe, tak często i tak prawdziwie wyznawane "Kocham Cię".
Te ostatnie ponad już cztery miesiące to jest najpiękniejszy sen, bajka ukrywana przed światem. I kiedy patrzę przez to okno, myślę tylko o jednym. Okej, może o dwóch sprawach, bo jestem też cholernie głodny i chciałbym coś zjeść. Ale mam nadzieję, że napada mnóstwo śniegu. A potem wyjdziemy na dwór i zrobię z Lou bałwana.
Zadzwonił dzwonek do drzwi. Burczało mi w brzuchu i trochę zmarzłem tak bez ubrań. Pewnie któryś z chłopaków nie wziął klucza, czy coś. Powlokłem się na dół. Przeszedłem przez kuchnię, żeby znaleźć sobie coś jeszcze do zjedzenia w lodówce, chwyciłem jakiego kabanosa i już miałem go ugryźć, ale zrezygnowałem ostatecznie, bo dzwonek ciągle i jakoś tak niecierpliwie dzwonił. Pobiegłem pod drzwi i otworzyłem je, nie przejmując się swoją nagością. Poczułem przejmujące zimno z dworu, a potem zanim zdążyłem się zorientować co się dzieje usłyszałem krótkie "plask" i poczułem ból policzka.
Eleanor.
Przeszywała mnie spojrzeniem i nie wiedziałem już od czego jest mi bardziej zimno. Czy od tego śniegu, który wpadał do holu, czy od jej zwężonych źrenic. Nie widziałem jej od... od sierpnia. Stała przede mną z założonymi rekami, zła, wręcz wściekła. Ja położyłem dłoń na swoim policzku mimowolnie sycząc z bólu. Taka drobna a taka silna.
- On nie jest pedałem, ale Ty tak. Dopiero dziś to zrozumiałam. Grasz na jego uczuciach, jesteś jego przyjacielem, więc nie chce Cię zawieść. Dużo się dziś dowiedziałam o WAS Styles. I mam zamiar powiedzieć to wszystkim. I skończy się ta sielanka. Nie jesteś go wart. Nie wiem, dlaczego chcesz mu zniszczyć życie. Nigdy bym Cię o to nie podejrzewała, wmówiłeś mu że jest jakimś pedałem. I nawet nie jest Ci przykro. Nie jest Ci przykro, prawda? Zniszczyłeś nasz związek i wmówiłeś mu że jest JAKIMŚ JEBANYM PEDAŁEM, jesteś NIKIM.
Wpadła w furię, na szczęście okazywała ją tylko słowami.
- Myślisz, że mi nie uwierzą? Mam dowody, mam zdjęcia, brukowce się tym zainteresują. Myślisz, że nie uwierzą mi kiedy będę opowiadać, jak bardzo go wykorzystujesz seksualnie? Własnego przyjaciela?? Wypierdolą cię na zbity pysk, Styles. Z tego zespołu, z ich życia.
Oddychałem szybciej.
- Elka, spierdalaj, dobrze?
Roześmiała się a potem spojrzała na mnie z pogardą. Szczerze powiedziawszy miałem to w dupie, co i komu ona powie. Zaskoczyło mnie tylko, że przez te cztery miesiące węszyła wokół sprawy i że wreszcie się domyśliła, o co chodzi. Brawo. Tak jest, rzucił Cię dla mnie.
Ugryzłem kabanosa i powoli przeżuwałem kęs.
- Będziesz żałował. - rzuciła wściekle.
Ja za to trzasnąłem drzwiami przed jej nosem.
- Jasne - powiedziałem sam do siebie i poszedłem na górę się ubrać. Strasznie zmarzłem. Naprawdę nie dbałem o to, co i komu ona powie. Nie mogła mieć żadnych dowodów, bo przecież nie pokazujemy się z Lou publicznie jako para. Nikt jej nie uwierzy. Każdy rozsądny pomyśli, że chce się zemścić na Louisie. A poza tym, jak dla mnie, to niech cały świat się dowie. Czasem cieszyłem się z tej odrobiny prywatności, jaką jest nasz związek, ale co ja mogę poradzić. Kiedyś i tak wyszłoby to na jaw.
Ubrałem się i powlokłem przed TV. Przeglądałem te wszystkie kanały i nie znalazłem nic ciekawego, wszedłem na twittera w telefonie. Z ciekawości zajrzałem na twittera Eleanor. Nic tam o mnie i Lou nie było. I bardzo dobrze. Nic nam nie zrobi. Ostatecznie znudzony tweetnąłem "Dzień dobry, co za szalony dzień". Nawet nie będę próbował przeczytać jakiejkolwiek odpowiedzi. Wygasiłem ekran.
Albo.
"@Louis_Tomlinson, gdzie jesteś kochanie?" tweetnąłem. Raz się żyje. Uśmiechnąłem się do ekranu. Zaraz twitter oszaleje. Ale prędzej ja oszaleję tu sam w tym domu.
Przysnąłem trochę na kanapie. Strasznie mnie to denerwowało, że chłopaki nie wracali, chociaż była już prawie piąta. Potem do domu wpadł Niall i Liam.
- Jak tam, Hazza? Już wstałeś?
- Jeszcze nie - odpowiedziałem powoli - Gdzie Louis?
Niall przytulił mnie do siebie z ogromnym uśmiechem na twarzy.
- Ale wy jesteście słodcy - rzucił do mnie - poszedł z Zaynem jak zwykle na zakupy.
Udałem zasmuconego.
- A mnie ze sobą nie wziął..?
Niall zaśmiał się.
- Nie chciał budzić swojego Kochasia.
Uśmiechnąłem się. Prawda jest taka, że to było cudowne.
- A wy gdzie byliście? - rzuciłem jeszcze.
- Też na zakupach, Liam kupił sobie z dziesięć par spodni! - wskazał na swojego przyjaciela - ale Twój jest na spożywce.
Twój.
Czyli Mój.
- Powinni zaraz wrócić - powiedział Liam wyłaniając się z kuchni - a przynajmniej przydałoby się, żeby wrócili, bo w lodówce rano były już tylko kabanosy, a teraz nie ma już nic.
Wzruszyłem ramionami.
- Byłem głodny.
Liam rozczochrał mi włosy.
Nagle do pokoju wpakowali się Louis i Zayn, z torbami pełnymi jedzenia, w kurtach i czapkach, wnosząc do domu mnóstwo śniegu i błota.
- Moja śnieżynka wreszcie wstała!! - krzyknął piskliwie. Wszyscy zaczęli się głośno śmiać. Rzucił torby w kąt i pobiegł przez pokój, a potem rzucił się na mnie. Był taki zimny, ale przytuliłem go mocno i dałem buziaka w usta. Popatrzył mi w oczy. Wtedy mi się przypomniało.
- Musimy pogadać. - powiedziałem trochę zbyt poważnie i Lou przeraził się. A mimo wszystko po chwili dodałem - Natychmiast, Lou.
Chłopacy śmiali się głośno, więc chyba nie usłyszeli, co mówiłem do Louisa, tym dla nas lepiej, bo nie chciałem, żeby się wtrącali. Poszliśmy do jego pokoju. Usiadłem na jego nieposłanym łóżku, a on rzucił się na mnie dłoń przesuwając po moim karku.
- Masz zimne ręce, przestań.
Pocałował mnie.
- Eleanor mnie dziś spoliczkowała.
Odchylił raptownie głowę.
- Była tu?!
- Tak i wyzywała mnie od pedałów i powiedziała, że powie o nas wszystkim i że uważa, że Cię ranię, że powinienem czuć się winny, że jestem nikim, że nie jesteś mnie wart, że ona to wszystko skończy, że jestem manipulantem, że gram na twoich emocjach...
Rozpłakałem się.
Przecież o to nie dbałem. Przecież odprawiłem ja z kwitkiem, mając to wszystko w dupie. A teraz, gdy musiałem się z tym zmierzyć, kiedy musiałem to wszystko wypowiedzieć, to stało się zbyt realne, żeby nie bolało.
- Louis, przepraszam Cię..
A Louis dłonią wytarł te kilka łez z mojego policzka, odgarnął moje włosy do góry i pocałował w czoło. A potem klęcząc na łóżku przytulił moją twarz do jego klatki piersiowej.
- Nie dbaj o to, Harry, niech się dowiedzą, my jesteśmy najważniejsi.
Poczułem kolejną łzę pod powieką, pod wpływem tych jego wypowiedzianych półszeptem słów.
Przytulał mnie mocno tak, że moje ucho przywarło do jego bluzki.
- Słyszysz je, prawda? - zamknąłem powoli oczy - ono bije dla Ciebie, Harry.
Chociaż spałem dziś bardzo długo, to spłakany, wtulony w jego objęcia zasnąłem raz jeszcze.
I przyśnił mi się najpiękniejszy sen na świecie, a gdy się obudziłem, wcale nie byłem rozczarowany rzeczywistością.
A on tak pięknie pachnie.
Podrapałem się po udzie, drugą ręką szukając pilota. Pogłośniłem muzykę i wyjrzałem przez okno. Padał śnieg. Grudzień. Nawet nie wiem który, ale do świąt jeszcze ze dwa tygodnie. Całkowity luz, "take me home" sprzedaje się świetnie, dziś mamy dzień wolny, dopiero jutro jakieś wywiady. To było trochę nudne. Każdy z tych dziennikarzy pytał o to samo. O ulubioną piosenkę z płyty, o jakieś anegdoty, o nasze przyjaźnie o nasze dziewczyny, aż w końcu o mnie i o Louisa. "Jesteś z Louisem bliżej niż wcześniej, prawda Harry?", "Wasza przyjaźń jest piękna, ostatnio zacieśniliście tą więź, Harry, kochasz Lou?", "Harry czy Ciebie i Louisa łączy coś więcej niż przyjaźń?", "Czy to prawda, że całowaliście się w londyńskim metrze, Harry?", "Czy Ty i Louis ukrywacie coś przed swoimi fanami?".
Generalnie to ostatnie pytanie było najbardziej zabawne. Bo tak, po każdym takim pytaniu wybuchaliśmy z Louisem śmiechem. W każdym razie zdawało nam się czasem, że nasi fani wiedzą lepiej od nas samych, co się święci. I najpiękniejsze jest to, że nas wspierali. Nasz kochany #bullshitteam który zawsze stanie w naszej obronie. Chociaż przecież się nie deklarujemy. Zachowujemy się jak gdyby nigdy nic. Właściwie to moje życie sprzed i w czasie trwania mojego związku z Lou niczym się nie różniło.
Hah, może oprócz tych kilku skarg ze strony Zayna, że moglibyśmy być ciszej wieczorami. Albo oprócz tych wszystkich wieczorów, kiedy przytula mnie mocno i całuje w czoło, gdy oglądamy kolejną nieśmieszną komedię.
To była chyba najpiękniejsza jesień mojego życia. Tego się nie da opisać. Kiedy największe marzenie się spełnia, i wszystkie zmartwienia nie mają znaczenia, problemy odchodzą na bok. Ciągle mylimy swoje szczoteczki do zębów, a Louis pisze mazakiem na lustrze poranne powitania. Powitania. To jest chyba właściwie słowo. Bo one mają formę nieco inną, typu "umyj się, Brudasie". A pod spodem zamiast podpisu, to niezwykłe, tak często i tak prawdziwie wyznawane "Kocham Cię".
Te ostatnie ponad już cztery miesiące to jest najpiękniejszy sen, bajka ukrywana przed światem. I kiedy patrzę przez to okno, myślę tylko o jednym. Okej, może o dwóch sprawach, bo jestem też cholernie głodny i chciałbym coś zjeść. Ale mam nadzieję, że napada mnóstwo śniegu. A potem wyjdziemy na dwór i zrobię z Lou bałwana.
Zadzwonił dzwonek do drzwi. Burczało mi w brzuchu i trochę zmarzłem tak bez ubrań. Pewnie któryś z chłopaków nie wziął klucza, czy coś. Powlokłem się na dół. Przeszedłem przez kuchnię, żeby znaleźć sobie coś jeszcze do zjedzenia w lodówce, chwyciłem jakiego kabanosa i już miałem go ugryźć, ale zrezygnowałem ostatecznie, bo dzwonek ciągle i jakoś tak niecierpliwie dzwonił. Pobiegłem pod drzwi i otworzyłem je, nie przejmując się swoją nagością. Poczułem przejmujące zimno z dworu, a potem zanim zdążyłem się zorientować co się dzieje usłyszałem krótkie "plask" i poczułem ból policzka.
Eleanor.
Przeszywała mnie spojrzeniem i nie wiedziałem już od czego jest mi bardziej zimno. Czy od tego śniegu, który wpadał do holu, czy od jej zwężonych źrenic. Nie widziałem jej od... od sierpnia. Stała przede mną z założonymi rekami, zła, wręcz wściekła. Ja położyłem dłoń na swoim policzku mimowolnie sycząc z bólu. Taka drobna a taka silna.
- On nie jest pedałem, ale Ty tak. Dopiero dziś to zrozumiałam. Grasz na jego uczuciach, jesteś jego przyjacielem, więc nie chce Cię zawieść. Dużo się dziś dowiedziałam o WAS Styles. I mam zamiar powiedzieć to wszystkim. I skończy się ta sielanka. Nie jesteś go wart. Nie wiem, dlaczego chcesz mu zniszczyć życie. Nigdy bym Cię o to nie podejrzewała, wmówiłeś mu że jest jakimś pedałem. I nawet nie jest Ci przykro. Nie jest Ci przykro, prawda? Zniszczyłeś nasz związek i wmówiłeś mu że jest JAKIMŚ JEBANYM PEDAŁEM, jesteś NIKIM.
Wpadła w furię, na szczęście okazywała ją tylko słowami.
- Myślisz, że mi nie uwierzą? Mam dowody, mam zdjęcia, brukowce się tym zainteresują. Myślisz, że nie uwierzą mi kiedy będę opowiadać, jak bardzo go wykorzystujesz seksualnie? Własnego przyjaciela?? Wypierdolą cię na zbity pysk, Styles. Z tego zespołu, z ich życia.
Oddychałem szybciej.
- Elka, spierdalaj, dobrze?
Roześmiała się a potem spojrzała na mnie z pogardą. Szczerze powiedziawszy miałem to w dupie, co i komu ona powie. Zaskoczyło mnie tylko, że przez te cztery miesiące węszyła wokół sprawy i że wreszcie się domyśliła, o co chodzi. Brawo. Tak jest, rzucił Cię dla mnie.
Ugryzłem kabanosa i powoli przeżuwałem kęs.
- Będziesz żałował. - rzuciła wściekle.
Ja za to trzasnąłem drzwiami przed jej nosem.
- Jasne - powiedziałem sam do siebie i poszedłem na górę się ubrać. Strasznie zmarzłem. Naprawdę nie dbałem o to, co i komu ona powie. Nie mogła mieć żadnych dowodów, bo przecież nie pokazujemy się z Lou publicznie jako para. Nikt jej nie uwierzy. Każdy rozsądny pomyśli, że chce się zemścić na Louisie. A poza tym, jak dla mnie, to niech cały świat się dowie. Czasem cieszyłem się z tej odrobiny prywatności, jaką jest nasz związek, ale co ja mogę poradzić. Kiedyś i tak wyszłoby to na jaw.
Ubrałem się i powlokłem przed TV. Przeglądałem te wszystkie kanały i nie znalazłem nic ciekawego, wszedłem na twittera w telefonie. Z ciekawości zajrzałem na twittera Eleanor. Nic tam o mnie i Lou nie było. I bardzo dobrze. Nic nam nie zrobi. Ostatecznie znudzony tweetnąłem "Dzień dobry, co za szalony dzień". Nawet nie będę próbował przeczytać jakiejkolwiek odpowiedzi. Wygasiłem ekran.
Albo.
"@Louis_Tomlinson, gdzie jesteś kochanie?" tweetnąłem. Raz się żyje. Uśmiechnąłem się do ekranu. Zaraz twitter oszaleje. Ale prędzej ja oszaleję tu sam w tym domu.
Przysnąłem trochę na kanapie. Strasznie mnie to denerwowało, że chłopaki nie wracali, chociaż była już prawie piąta. Potem do domu wpadł Niall i Liam.
- Jak tam, Hazza? Już wstałeś?
- Jeszcze nie - odpowiedziałem powoli - Gdzie Louis?
Niall przytulił mnie do siebie z ogromnym uśmiechem na twarzy.
- Ale wy jesteście słodcy - rzucił do mnie - poszedł z Zaynem jak zwykle na zakupy.
Udałem zasmuconego.
- A mnie ze sobą nie wziął..?
Niall zaśmiał się.
- Nie chciał budzić swojego Kochasia.
Uśmiechnąłem się. Prawda jest taka, że to było cudowne.
- A wy gdzie byliście? - rzuciłem jeszcze.
- Też na zakupach, Liam kupił sobie z dziesięć par spodni! - wskazał na swojego przyjaciela - ale Twój jest na spożywce.
Twój.
Czyli Mój.
- Powinni zaraz wrócić - powiedział Liam wyłaniając się z kuchni - a przynajmniej przydałoby się, żeby wrócili, bo w lodówce rano były już tylko kabanosy, a teraz nie ma już nic.
Wzruszyłem ramionami.
- Byłem głodny.
Liam rozczochrał mi włosy.
Nagle do pokoju wpakowali się Louis i Zayn, z torbami pełnymi jedzenia, w kurtach i czapkach, wnosząc do domu mnóstwo śniegu i błota.
- Moja śnieżynka wreszcie wstała!! - krzyknął piskliwie. Wszyscy zaczęli się głośno śmiać. Rzucił torby w kąt i pobiegł przez pokój, a potem rzucił się na mnie. Był taki zimny, ale przytuliłem go mocno i dałem buziaka w usta. Popatrzył mi w oczy. Wtedy mi się przypomniało.
- Musimy pogadać. - powiedziałem trochę zbyt poważnie i Lou przeraził się. A mimo wszystko po chwili dodałem - Natychmiast, Lou.
Chłopacy śmiali się głośno, więc chyba nie usłyszeli, co mówiłem do Louisa, tym dla nas lepiej, bo nie chciałem, żeby się wtrącali. Poszliśmy do jego pokoju. Usiadłem na jego nieposłanym łóżku, a on rzucił się na mnie dłoń przesuwając po moim karku.
- Masz zimne ręce, przestań.
Pocałował mnie.
- Eleanor mnie dziś spoliczkowała.
Odchylił raptownie głowę.
- Była tu?!
- Tak i wyzywała mnie od pedałów i powiedziała, że powie o nas wszystkim i że uważa, że Cię ranię, że powinienem czuć się winny, że jestem nikim, że nie jesteś mnie wart, że ona to wszystko skończy, że jestem manipulantem, że gram na twoich emocjach...
Rozpłakałem się.
Przecież o to nie dbałem. Przecież odprawiłem ja z kwitkiem, mając to wszystko w dupie. A teraz, gdy musiałem się z tym zmierzyć, kiedy musiałem to wszystko wypowiedzieć, to stało się zbyt realne, żeby nie bolało.
- Louis, przepraszam Cię..
A Louis dłonią wytarł te kilka łez z mojego policzka, odgarnął moje włosy do góry i pocałował w czoło. A potem klęcząc na łóżku przytulił moją twarz do jego klatki piersiowej.
- Nie dbaj o to, Harry, niech się dowiedzą, my jesteśmy najważniejsi.
Poczułem kolejną łzę pod powieką, pod wpływem tych jego wypowiedzianych półszeptem słów.
Przytulał mnie mocno tak, że moje ucho przywarło do jego bluzki.
- Słyszysz je, prawda? - zamknąłem powoli oczy - ono bije dla Ciebie, Harry.
Chociaż spałem dziś bardzo długo, to spłakany, wtulony w jego objęcia zasnąłem raz jeszcze.
I przyśnił mi się najpiękniejszy sen na świecie, a gdy się obudziłem, wcale nie byłem rozczarowany rzeczywistością.
A on tak pięknie pachnie.
Subskrybuj:
Posty (Atom)