sobota, 3 sierpnia 2013

10. Mętlik.

Jest maj.
Gdyby nie to słońce, budzące mnie każdego ranka, chyba nie miałbym już po co wstawać. Co ja gadam, w tourbusie nie budzi mnie słońce. Świadomość, że osoba, dla której potrafiłbym zrobić każdą rzecz, śpi teraz spokojnie w odległości czterech metrów ode mnie, raniła mnie bardziej niż cokolwiek innego.
Być może, tak naprawdę nigdy mnie nie kochał.
Nie powinienem być smutny. Nie miałem powodu. Tak postanowiliśmy. Odpowiedzialnie, jak dorośli, dojrzali mężczyźni. Szkoda tylko, że nie można zrezygnować z małego okresu historii. Trzeba wymazać całą. I nie da się z powrotem przyjaźnić. Nie w taki sposób. Prędzej, czy później bym go pocałował. Jeśli nie on mnie pierwszy.
Wszyscy oprócz mnie spali. Włączyłem swojego iPoda i dałem "I'm Yours" The Script na słuchawki. Tyle wspomnień wróciło. Ale ostatnio coś zrozumiałem. Jestem dorosły. Muszę radzić sobie z moimi problemami sam. Bo nikt nie może mi pomóc. Właściwie większości osób moje problemy nie interesują. Oprócz tabloidów. Tak, zawsze mogę się wygadać dziennikarzom.
Pieprzone gazety, plotki i pierdoły.
Eleanor spała obok Lou.
Nie mam pojęcia, dlaczego ktokolwiek się na to zgodził. To nasz tourbus. Mój, Liama, Zayna, Nialla i... Lou.
Nasz. To my TO stworzyliśmy. Sami.
Im jesteśmy starsi, tym bardziej wszystko się rozpada. Są lepsze dni, ale często ze sobą już nie wytrzymujemy. Każda wolna chwila jest wykorzystywana na ucieczkę.
Przeprowadziłem się do swojego nowego domu tuż przed wyjazdem w trasę. Jest całkiem duży i całkiem pusty. To nie tak, że się skarzę. Ta samotność jest potrzebna. Ale chciałbym móc ją kontrolować. Strasznie mnie to otoczyło.
Pędzimy przed siebie, chcemy mieć jak najwięcej, zrobić jak najwięcej, ale czy nie chodzi w życiu o byciu z innymi? O spędzaniu razem czasu? Dla siebie, wzajemnie.

Nasz tourbus się zatrzymał. Czyżbyśmy dojechali? Nikt się nie obudził. El leżała na Lou. Gdyby nie pozostałe cztery osoby śpiące wokół, pewnie pieprzyliby się ostro w nocy. Uśmiechnąłem się. Ciekawe czy Louis opowiadał jej, co robił ze mną. Tak dla, kurwa, urozmaicenia ich hetero seksu.

Nawet nie umiałem się zdenerwować, po prostu poczułem łzę pod powieką i szybko ją otarłem.
Jestem dorosły. Jestem gwiazdą pożądaną na całym świecie przez miliony dziewczyn. Nie będę się przejmował jednym głupim chłopakiem...

... którego kocham
ponad życie
i jedyne czego pragnę to móc się nim opiekować i sprawić, żeby był szczęśliwy.
Patrzyłem na nich, i pękało mi się serce.
- Harry.
Niall patrzył na mnie znad swojej poduszki.
- Harry, chodźmy pogadać.
Nic nie odpowiedziałem. Było mi to obojętne. Mogłem pogadać. Wciągnąłem na siebie spodnie, Niall też się szybko ubierał.
Na zewnątrz było mokro, trawa pokryła się rosą. Niall był trochę nerwowy. Wiedziałem, że chce zapytać mnie o coś ważnego. Był całkiem zabawny. Nie umiał pytać wprost. Bał się, że zrani. Cudowny chłopak. Aż mi żal, że nie może sobie znaleźć nikogo. Nikogo idealnie właściwego.
- Słuchaj, co z tobą i Lou..? - zerknął na mnie a potem odwrócił wzrok i kopnął w oponę busa, udając, że sprawdza, czy ma wystarczająco dużo powietrza.
Popatrzyłem na niego zaciekawiony.
- No, Harry..?
Westchnąłem.
- NiemajużmnieiLou.
Wypowiedziałem to tak szybko, że wyrazy się mi posklejały w ustach, ale Niall zrozumiał. Niall zawsze rozumie. I poczułem jak łza spływa po moim policzku i tak cholernie się jej wstydziłem, i odwróciłem głowę, patrząc na tą nieszczęsną oponę i, kurwa, tak mi było siebie żal.
Niall mnie tylko przytulił.
- Jestem głodny - powiedział jak gdyby nigdy nic. - poczekaj chwilę, przyniosę coś słodkiego.

Wtuliłem się w moją bluzę i płakałem. Staliśmy na jakiejś podejrzanej stacji benzynowej, kierowcy chyba zrobili sobie przerwę. Nikt mnie nie widział. Zacisnąłem pięści i powtarzałem w myślach "Jesteś dorosły, jesteś dojrzały".


Niekurwajestem.


Minęło już dobre pięć minut. Nawet Niall mnie wystawił. Nawet Niall.

- KURWA NIALL, CHCIAŁEM TYLKO SPAĆ, AŁAaaaA. CO ZA TERROSYSTA
Dźwięk kogoś wypadającego z tourbusa.
- Rozwaliłeś mi kolano, pojebie - syknął do Nialla, a ten schował się już w tourbusie.

Louis Tomlinson,do połowy już ubrany, leżał przede mną na ziemi, a właściwie próbował się podnieść z tej mokrej trawy, rozcierając prawe kolano.
Drzwi do tourbusa trzasnęły. Ktoś zamknął je od środka.
Louis wstał z ziemi i otrzepał się z piasku i trawy.
- O, Harry.

Tak bardzo go kochałem, tego złośnika, z gołą klatką piersiową i ego machającym do mnie gdzieś z kosmosu. Tak bardzo kochałem jego nieułożone włosy, niewyspane oczy i błyskotliwość.

- Możemy porozmawiać? - zacząłem.
- Co? - Louis się zmieszał - przecież rozmawiamy. - uśmiechnął się zawadiacko i tylko czekał, aż będzie mógł uciec.
- Tylko jedno pytanie. I jedna szczera odpowiedź. Zgadasz się?
Louis spoważniał. Kiwnął głową.
- Powiedz, że się zgadzasz. - nalegałem.
- Przecież kiwnąłem głową, o co chodzi, stary? -rzucił.
- Po prostu, to kurwa powiedz.

Spojrzał na mnie. To był ten wzrok. Ten zimowy, piękny wzrok. Najpiękniejszy. Miałem ciarki na całym ciele. I powtarzałem w myślach. "To nie wróci już nigdy, ale jestem dorosły i dam radę".

- Zgadzam się.
Ledwo słyszalny szept. Przełknąłem ślinę. Odeszliśmy kilka kroków od busa.

- Louis - starałem nie patrzeć mu w oczy. Ale czułem jego wzrok na sobie. Ten wzrok.
- Louis, czy to, gdy byliśmy... razem... Czy to było chociaż trochę... prawdziwe?

Przygryzł wargę, nadal Tak patrząc. Rozpadałem się na tysiąc kawałków. A uśmiech z jego twarzy powoli znikał. I wszystko znikało jak za mgłą. I wiedziałem, że on chce stąd uciec. Uciec od tego pytania. Od każdego następnego.

I zrozumiałem, że on też.
On też rozpada się.
I wszystko płonęło z zimna.
I przypomniałem sobie każdy kawałek jego ust.
I przypomniałem sobie o jego każdym dotyku i każdym słowie.
I chciałem...

Kiwnął tylko głową. I już na mnie nie patrzył.

Ruszyłem w stronę drzwi do busa. Nic tu po mnie. Nie chcę się tu rozkleić. To nie tak miało wyglądać.
Mieliśmy być razem.
Mieliśmy kochać.
Kurwa, my mieliśmy być.

Otworzyłem drzwi, wszedłem do tourbusa, i już nigdy więcej ze sobą nie rozmawialiśmy.

Nie, tak właściwie to nie. Ale na pewno to miałem w głowie, stojąc wciąż przed nim. Zdrętwiały. Obolały.


- Pytanie za pytanie? - szepnął.
Spojrzałem na niego wymownie. Zobaczył moje zaszklone oczy.


- Może nie pasować, bo kupiłem go dla kogoś innego. Ale myliłem się. Wybacz mi. - wciąż mówił cicho.

P o  p r o s t u ukląkł przede mną. Wyjął z kieszeni spodni małe pudełeczko, chwilę mocował się z nim, bo nie potrafił otworzyć. W końcu zobaczyłem w środku mały pierścionek. Z niebieskim oczkiem. I płakałem. A on tak cholernie dumny i szczęśliwy klęczał przede mną na tej brudnej, pustej stacji benzynowej.

Ledwie słyszalne.
- Wyjdziesz za mnie?
Przygryzłem wargę.
- Zrobiłbym dla Ciebie nawet o wiele więcej, Louis.


Nawet jeśli to miałoby się kiedyś skończyć - teraz to nieważne. Teraz czuję jego żebra przy moim sercu.
Tak bardzo tęskniłem za smakiem jego ust.



Niall naprawdę przyniósł mi coś słodkiego.




czwartek, 14 lutego 2013

9. Nic

Siedziałem na łóżku w moim pokoju, wyprostowany, wciąż zmęczony, niewyspany, chociaż przespałem dobre siedem godzin. Nie wiem, co jest grane. Louis znów spał u siebie.
Jakieś takie ciche dni.
Tydzień temu powiedział, że musimy zwolnić. Że jesteśmy dla siebie cały czas i on nie wytrzymuje presji. I że boi się, że ja też i musimy zwolnić. Żeby nasz związek wytrzymał.

Kurwa ja u m i e r a m z tęsknoty, chociaż on leży teraz za ścianą.
Nie, może to nie jest tęsknota. Może to jest strach.
Dreszcz przebiegł mi po plecach. Rozejrzałem się po pokoju i zahaczyłem wzrokiem o nasze wspólne zdjęcie, które stało w ramce na szafce.
Nie, nie chcę w to wierzyć. Ja i Louis z fotografii wciąż patrzymy na siebie, jakbyśmy byli dla siebie całym światem. Przecież on się nie może wycofać. Przecież z tego nie można się wycofać.

Najgorsze było to, że Lou postanowił te nasze stosunki w ostatnim tygodniu ograniczyć do skromnego "Cześć, jak się spało?" gdy widział mnie rano, przez resztę dnia unikając jakiegokolwiek kontaktu.
To nie ma sensu, prawda?
Powinienem się zebrać w sobie i jak prawdziwy mężczyzna zapytać, czy z e r w a l i ś m y.
Usłyszałem to słowo w głowie i bardzo mnie zabolało serce. Rzuciłem się na kołdrę i przytuliłem ją z całej siły, dusiłem pościel w ramionach. Złość, wściekłość, żal, nienawiść, tęsknota, strach i ogromna niewypowiedziana miłość jednocześnie.
To potrafi zabić. Zabić coś w środku.
Nie będę płakać. Przecież nie będę płakać. Przycisnąłem do siebie poduszkę najmocniej jak potrafię.
AAAHHGGGG!!!
Leżę na wznak i nie wiem, co robić dalej. Dochodzi siódma. Trzeba wstawać, trzeba się ubrać, trzeba zacząć żyć, trzeba miec nadzieję, ze to tylko jego debilny żart, idiotyczny pomysł, że tylko chce mnie nastraszyć.
Sturlałem się z łóżka, przeczesałem włosy ręką. Nagi, patrząc w okno, westchnąłem ostatni raz. Dam radę.

To wszystko co się teraz działo, znosiłem zdecydowanie gorzej niż to co działo się dawno temu, gdy nie byliśmy kochankami. To chyba normalne. Marzysz o tym, ale nigdy nie mogłeś tego zasmakować, więc nie masz za czym tęsknić, możesz tylko tego pragnąć. A potem ktoś zabiera ci to szczęście.
Ja po prostu... Ja tylko się boję, w porządku?

Wywlokłem się z pokoju. W domu wciąż cisza. Reszta jeszcze śpi. Może zrobiłbym im jakieś śniadanie? Przynajmniej się na coś się im przydam.
Schodząc po schodach na dół miałem jeszcze wielkie nadzieje, na to, że przygotuje im wspaniałe śniadanie z niesamowitych produktów, które znajdę w lodówce,a oni będą wspominać mój wyczyn przez kolejne trzy tygodnie.
Nic bardziej mylnego.
W lodówce oprócz światła znalazło się trochę marmolady jabłkowej.
Jestem pewien,że uwielbiają chleb z jabłkową marmoladą. Masło też znalazłem, niewiele, ale jednak. Więc robię te kanapki. Przydałby się już kolejny talerzyk, bo zrobiłem już tak dużo, że się nie mieszczą na poprzednim. Tak, schylam się do szafki i na kolanach szukam. Same małe... o, ten na dole jest wystarczający. Wyjąłem wszystkie, żeby dostać się pod spód. Włożyłem głowę w szafkę. Pod ostatnim największym talerzem leżał list. Wyjmując głowę z szafki uderzyłem sie w głowę.
Aghhh.
Koperta nie była zaadresowana więc wyjąłem ze środka kartkę.

"Louis
Kocham Cię bez względu na to,jaką decyzję podejmiesz. 
Jestem już na zawsze Twoja, bez względu na wszystko.
W każde Walentynki myślami będę już tylko przy Tobie.
Eleanor"

Nic wiecej. Żadnych dopisków, miejscowości, czy daty. Nic.

Rozpłakałem się.
Więc to jest twój powód? Więc to jest twój powód?
Oparłem głowę o szafkę, klęcząc na podłodze i obgryzając paznokcie z przerażenia.
To koniec.
Nic nie mogło trwać wiecznie.
- Cześć Harry, jak się spało?
Drgnąłem.
- Srak! - wykrzyczałem nie odwracając się w jego stronę.
Nic nie odpowiedział. Ja też milczałem, albo raczej cicho dyszałem. Mijały minuty. Musiał już wyjść. Żadnej konfrontacji. Nic mu nie powiedziałem. A powinienem. Wszystko wygarnąć. Żeby poczuł jak bardzo go teraz kocham i nienawidzę jednocześnie.
Wstałem z zimnej posadzki, chcąc powrócić do dalszego przygotowywania śniadania. Marzyłem o tym, żeby nie dać nikomu poznać, jak bardzo źle się czuję.
Ale on siedział przy stole.
I patrzył na mnie, jakby ta chwila była ważniejsza niż cokolwiek innego. Jakbym był najważniejszą osobą na świecie. Był poważny. Oczy szkliły mu się coraz bardziej, a on ciągle mrugał powiekami, a potem dotykał opuszkiem palca róg oka, żeby zebrać łzy, których się wstydził.
Cała miłość mojego świata właśnie spadła na niego i wydawało mi się, że muszę zniknąć, żeby przestać go krzywdzić.
Bo moja obecność go krzywdziła.
Nareszcie zrozumiałem.

- Przepraszam - zacząłem. - Przepraszam za te ostatnie kilka zmarnowanych ze mną miesięcy. Przepraszam za te wszystkie decyzje, których podjęcie na tobie wymusiłem. Przepraszam, że nie zrozumiałem, że masz mnie dość.
Wciąż milczał.
- Wesołych Walentynek - dodałem.
- Nie obchodzę tego świeta. - zareagował szybko a potem znów zamilkł.
Przechodząc obok stołu  popchnąłem stosik z kanapkami w jego stronę, udajac, że nic sie nie stało.
Nie byłem już wściekły. Ani zdesperowany. Tylko przerażony. Przechodziłem już przez drzwi, a on wciąż nie powiedział nic, żeby mnie zatrzymać. I w korytarzu również nie usłyszałem jego głosu.
I w moim pokoju też.

Przekręciłem klucz w drzwiach, włączyłem stare smęty i położyłem się na plecach na podłodze, zastanawiając się, czy mam jeszcze w szafce jakiś alkohol.

Kurwa mać.

Mój świat właśnie umarł.