czwartek, 14 lutego 2013

9. Nic

Siedziałem na łóżku w moim pokoju, wyprostowany, wciąż zmęczony, niewyspany, chociaż przespałem dobre siedem godzin. Nie wiem, co jest grane. Louis znów spał u siebie.
Jakieś takie ciche dni.
Tydzień temu powiedział, że musimy zwolnić. Że jesteśmy dla siebie cały czas i on nie wytrzymuje presji. I że boi się, że ja też i musimy zwolnić. Żeby nasz związek wytrzymał.

Kurwa ja u m i e r a m z tęsknoty, chociaż on leży teraz za ścianą.
Nie, może to nie jest tęsknota. Może to jest strach.
Dreszcz przebiegł mi po plecach. Rozejrzałem się po pokoju i zahaczyłem wzrokiem o nasze wspólne zdjęcie, które stało w ramce na szafce.
Nie, nie chcę w to wierzyć. Ja i Louis z fotografii wciąż patrzymy na siebie, jakbyśmy byli dla siebie całym światem. Przecież on się nie może wycofać. Przecież z tego nie można się wycofać.

Najgorsze było to, że Lou postanowił te nasze stosunki w ostatnim tygodniu ograniczyć do skromnego "Cześć, jak się spało?" gdy widział mnie rano, przez resztę dnia unikając jakiegokolwiek kontaktu.
To nie ma sensu, prawda?
Powinienem się zebrać w sobie i jak prawdziwy mężczyzna zapytać, czy z e r w a l i ś m y.
Usłyszałem to słowo w głowie i bardzo mnie zabolało serce. Rzuciłem się na kołdrę i przytuliłem ją z całej siły, dusiłem pościel w ramionach. Złość, wściekłość, żal, nienawiść, tęsknota, strach i ogromna niewypowiedziana miłość jednocześnie.
To potrafi zabić. Zabić coś w środku.
Nie będę płakać. Przecież nie będę płakać. Przycisnąłem do siebie poduszkę najmocniej jak potrafię.
AAAHHGGGG!!!
Leżę na wznak i nie wiem, co robić dalej. Dochodzi siódma. Trzeba wstawać, trzeba się ubrać, trzeba zacząć żyć, trzeba miec nadzieję, ze to tylko jego debilny żart, idiotyczny pomysł, że tylko chce mnie nastraszyć.
Sturlałem się z łóżka, przeczesałem włosy ręką. Nagi, patrząc w okno, westchnąłem ostatni raz. Dam radę.

To wszystko co się teraz działo, znosiłem zdecydowanie gorzej niż to co działo się dawno temu, gdy nie byliśmy kochankami. To chyba normalne. Marzysz o tym, ale nigdy nie mogłeś tego zasmakować, więc nie masz za czym tęsknić, możesz tylko tego pragnąć. A potem ktoś zabiera ci to szczęście.
Ja po prostu... Ja tylko się boję, w porządku?

Wywlokłem się z pokoju. W domu wciąż cisza. Reszta jeszcze śpi. Może zrobiłbym im jakieś śniadanie? Przynajmniej się na coś się im przydam.
Schodząc po schodach na dół miałem jeszcze wielkie nadzieje, na to, że przygotuje im wspaniałe śniadanie z niesamowitych produktów, które znajdę w lodówce,a oni będą wspominać mój wyczyn przez kolejne trzy tygodnie.
Nic bardziej mylnego.
W lodówce oprócz światła znalazło się trochę marmolady jabłkowej.
Jestem pewien,że uwielbiają chleb z jabłkową marmoladą. Masło też znalazłem, niewiele, ale jednak. Więc robię te kanapki. Przydałby się już kolejny talerzyk, bo zrobiłem już tak dużo, że się nie mieszczą na poprzednim. Tak, schylam się do szafki i na kolanach szukam. Same małe... o, ten na dole jest wystarczający. Wyjąłem wszystkie, żeby dostać się pod spód. Włożyłem głowę w szafkę. Pod ostatnim największym talerzem leżał list. Wyjmując głowę z szafki uderzyłem sie w głowę.
Aghhh.
Koperta nie była zaadresowana więc wyjąłem ze środka kartkę.

"Louis
Kocham Cię bez względu na to,jaką decyzję podejmiesz. 
Jestem już na zawsze Twoja, bez względu na wszystko.
W każde Walentynki myślami będę już tylko przy Tobie.
Eleanor"

Nic wiecej. Żadnych dopisków, miejscowości, czy daty. Nic.

Rozpłakałem się.
Więc to jest twój powód? Więc to jest twój powód?
Oparłem głowę o szafkę, klęcząc na podłodze i obgryzając paznokcie z przerażenia.
To koniec.
Nic nie mogło trwać wiecznie.
- Cześć Harry, jak się spało?
Drgnąłem.
- Srak! - wykrzyczałem nie odwracając się w jego stronę.
Nic nie odpowiedział. Ja też milczałem, albo raczej cicho dyszałem. Mijały minuty. Musiał już wyjść. Żadnej konfrontacji. Nic mu nie powiedziałem. A powinienem. Wszystko wygarnąć. Żeby poczuł jak bardzo go teraz kocham i nienawidzę jednocześnie.
Wstałem z zimnej posadzki, chcąc powrócić do dalszego przygotowywania śniadania. Marzyłem o tym, żeby nie dać nikomu poznać, jak bardzo źle się czuję.
Ale on siedział przy stole.
I patrzył na mnie, jakby ta chwila była ważniejsza niż cokolwiek innego. Jakbym był najważniejszą osobą na świecie. Był poważny. Oczy szkliły mu się coraz bardziej, a on ciągle mrugał powiekami, a potem dotykał opuszkiem palca róg oka, żeby zebrać łzy, których się wstydził.
Cała miłość mojego świata właśnie spadła na niego i wydawało mi się, że muszę zniknąć, żeby przestać go krzywdzić.
Bo moja obecność go krzywdziła.
Nareszcie zrozumiałem.

- Przepraszam - zacząłem. - Przepraszam za te ostatnie kilka zmarnowanych ze mną miesięcy. Przepraszam za te wszystkie decyzje, których podjęcie na tobie wymusiłem. Przepraszam, że nie zrozumiałem, że masz mnie dość.
Wciąż milczał.
- Wesołych Walentynek - dodałem.
- Nie obchodzę tego świeta. - zareagował szybko a potem znów zamilkł.
Przechodząc obok stołu  popchnąłem stosik z kanapkami w jego stronę, udajac, że nic sie nie stało.
Nie byłem już wściekły. Ani zdesperowany. Tylko przerażony. Przechodziłem już przez drzwi, a on wciąż nie powiedział nic, żeby mnie zatrzymać. I w korytarzu również nie usłyszałem jego głosu.
I w moim pokoju też.

Przekręciłem klucz w drzwiach, włączyłem stare smęty i położyłem się na plecach na podłodze, zastanawiając się, czy mam jeszcze w szafce jakiś alkohol.

Kurwa mać.

Mój świat właśnie umarł.

3 komentarze:

  1. bardzo fajne :P odwiedzisz mojego bloga?
    http://dariaonedirection.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. Biedny Hazz. I co z tym Lou, czyżby chciał do El wrócić? :/ Skurwol... Dawno nie pisałaś, dobrze, że wróciłaś z tym Larrym. :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Well, that depends on how you're spending the marketing budget. For all those with a smaller budget, all you need is a pen and wallet notebook. Mobile phone advertising must begin with the creation of the digital ads that will be displayed within the smart phones.

    Also visit my website :: mobile ad network

    OdpowiedzUsuń