poniedziałek, 1 października 2012

6. Pierwszy śnieg.

Siedziałem w swoim pokoju, słuchając muzyki. Byłem w domu sam. To dobrze. I dobrze, że znów jak dawniej mieszkamy w jednym domu. Może ta półroczna przerwa od siebie nam pomogła. Teraz gdzieś wszyscy poszli, nie wiem gdzie. Śpiewałem sobie piosenki, które leciały z wieży. Dochodziła 15. Dwadzieścia minut temu wstałem, więc nie miałem na sobie nic oprócz majtek. Lubiłem taki outfit.
Podrapałem się po udzie, drugą ręką szukając pilota. Pogłośniłem muzykę i wyjrzałem przez okno. Padał śnieg. Grudzień. Nawet nie wiem który, ale do świąt jeszcze ze dwa tygodnie. Całkowity luz, "take me home" sprzedaje się świetnie, dziś mamy dzień wolny, dopiero jutro jakieś wywiady. To było trochę nudne. Każdy z tych dziennikarzy pytał o to samo. O ulubioną piosenkę z płyty, o jakieś anegdoty, o nasze przyjaźnie o nasze dziewczyny, aż w końcu o mnie i o Louisa. "Jesteś z Louisem bliżej niż wcześniej, prawda Harry?", "Wasza przyjaźń jest piękna, ostatnio zacieśniliście tą więź, Harry, kochasz Lou?", "Harry  czy Ciebie i Louisa łączy coś więcej niż przyjaźń?", "Czy to prawda, że całowaliście się w londyńskim metrze, Harry?", "Czy Ty i Louis ukrywacie coś przed swoimi fanami?".
Generalnie to ostatnie pytanie było najbardziej zabawne. Bo tak, po każdym takim pytaniu wybuchaliśmy z Louisem śmiechem. W każdym razie zdawało nam się czasem, że nasi fani wiedzą lepiej od nas samych, co się święci. I najpiękniejsze jest to, że nas wspierali. Nasz kochany #bullshitteam który zawsze stanie w naszej obronie. Chociaż przecież się nie deklarujemy. Zachowujemy się jak gdyby nigdy nic. Właściwie to moje życie sprzed i w czasie trwania mojego związku z Lou niczym się nie różniło.
Hah, może oprócz tych kilku skarg ze strony Zayna, że moglibyśmy być ciszej wieczorami. Albo oprócz tych wszystkich wieczorów, kiedy przytula mnie mocno i całuje w czoło, gdy oglądamy kolejną nieśmieszną komedię.
To była chyba najpiękniejsza jesień mojego życia. Tego się nie da opisać. Kiedy największe marzenie się spełnia, i wszystkie zmartwienia nie mają znaczenia, problemy odchodzą na bok. Ciągle mylimy swoje szczoteczki do zębów, a Louis pisze mazakiem na lustrze poranne powitania. Powitania. To jest chyba właściwie słowo. Bo one mają formę nieco inną, typu "umyj się, Brudasie". A pod spodem zamiast podpisu, to niezwykłe, tak często i tak prawdziwie wyznawane "Kocham Cię".
Te ostatnie ponad już cztery miesiące to jest najpiękniejszy sen, bajka ukrywana przed światem. I kiedy patrzę przez to okno, myślę tylko o jednym. Okej, może o dwóch sprawach, bo jestem też cholernie głodny i chciałbym coś zjeść. Ale mam nadzieję, że napada mnóstwo śniegu. A potem wyjdziemy na dwór i zrobię z Lou bałwana.
Zadzwonił dzwonek do drzwi. Burczało mi w brzuchu i trochę zmarzłem tak bez ubrań. Pewnie któryś z chłopaków nie wziął klucza, czy coś. Powlokłem się na dół. Przeszedłem przez kuchnię, żeby znaleźć sobie coś jeszcze do zjedzenia w lodówce, chwyciłem jakiego kabanosa i już miałem go ugryźć, ale zrezygnowałem ostatecznie, bo dzwonek ciągle i jakoś tak niecierpliwie dzwonił. Pobiegłem pod drzwi i otworzyłem je, nie przejmując się swoją nagością. Poczułem przejmujące zimno z dworu, a potem zanim zdążyłem się zorientować co się dzieje usłyszałem krótkie "plask" i poczułem ból policzka.
Eleanor.
Przeszywała mnie spojrzeniem i nie wiedziałem już od czego jest mi bardziej zimno. Czy od tego śniegu, który wpadał do holu, czy od jej zwężonych źrenic. Nie widziałem jej od... od sierpnia. Stała przede mną z założonymi rekami, zła, wręcz wściekła. Ja położyłem dłoń na swoim policzku mimowolnie sycząc z bólu. Taka drobna a taka silna.
- On nie jest pedałem, ale Ty tak. Dopiero dziś to zrozumiałam. Grasz na jego uczuciach, jesteś jego przyjacielem, więc nie chce Cię zawieść. Dużo się dziś dowiedziałam o WAS Styles. I mam zamiar powiedzieć to wszystkim. I skończy się ta sielanka. Nie jesteś go wart. Nie wiem, dlaczego chcesz mu zniszczyć życie. Nigdy bym Cię o to nie podejrzewała, wmówiłeś mu że jest jakimś pedałem. I nawet nie jest Ci przykro. Nie jest Ci przykro, prawda? Zniszczyłeś nasz związek i wmówiłeś mu że jest JAKIMŚ JEBANYM PEDAŁEM, jesteś NIKIM.
Wpadła w furię, na szczęście okazywała ją tylko słowami.
- Myślisz, że mi nie uwierzą? Mam dowody, mam zdjęcia, brukowce się tym zainteresują. Myślisz, że nie uwierzą mi kiedy będę opowiadać, jak bardzo go wykorzystujesz seksualnie? Własnego przyjaciela?? Wypierdolą cię na zbity pysk, Styles. Z tego zespołu, z ich życia.
Oddychałem szybciej.
- Elka, spierdalaj, dobrze?
Roześmiała się a potem spojrzała na mnie z pogardą. Szczerze powiedziawszy miałem to w dupie, co i komu ona powie. Zaskoczyło mnie tylko, że przez te cztery miesiące węszyła wokół sprawy i że wreszcie się domyśliła, o co chodzi. Brawo. Tak jest, rzucił Cię dla mnie.
Ugryzłem kabanosa i powoli przeżuwałem kęs.
- Będziesz żałował. - rzuciła wściekle.
Ja za to trzasnąłem drzwiami przed jej nosem.
- Jasne - powiedziałem sam do siebie i poszedłem na górę się ubrać. Strasznie zmarzłem. Naprawdę nie dbałem o to, co i komu ona powie. Nie mogła mieć żadnych dowodów, bo przecież nie pokazujemy się z Lou publicznie jako para. Nikt jej nie uwierzy. Każdy rozsądny pomyśli, że chce się zemścić na Louisie. A poza tym, jak dla mnie, to niech cały świat się dowie. Czasem cieszyłem się z tej odrobiny prywatności, jaką jest nasz związek, ale co ja mogę poradzić. Kiedyś i tak wyszłoby to na jaw.
Ubrałem się i powlokłem przed TV. Przeglądałem te wszystkie kanały i nie znalazłem nic ciekawego, wszedłem na twittera w telefonie. Z ciekawości zajrzałem na twittera Eleanor. Nic tam o mnie i Lou nie było. I bardzo dobrze. Nic nam nie zrobi. Ostatecznie znudzony tweetnąłem "Dzień dobry, co za szalony dzień". Nawet nie będę próbował przeczytać jakiejkolwiek odpowiedzi. Wygasiłem ekran.
Albo.
"@Louis_Tomlinson, gdzie jesteś kochanie?" tweetnąłem. Raz się żyje. Uśmiechnąłem się do ekranu. Zaraz twitter oszaleje. Ale prędzej ja oszaleję tu sam w tym domu.

Przysnąłem trochę na kanapie. Strasznie mnie to denerwowało, że chłopaki nie wracali, chociaż była już prawie piąta. Potem do domu wpadł Niall i Liam.
- Jak tam, Hazza? Już wstałeś?
- Jeszcze nie - odpowiedziałem powoli - Gdzie Louis?
Niall przytulił mnie do siebie z ogromnym uśmiechem na twarzy.
- Ale wy jesteście słodcy - rzucił do mnie - poszedł z Zaynem jak zwykle na zakupy.
Udałem zasmuconego.
- A mnie ze sobą nie wziął..?
Niall zaśmiał się.
- Nie chciał budzić swojego Kochasia.
Uśmiechnąłem się. Prawda jest taka, że to było cudowne.
- A wy gdzie byliście? - rzuciłem jeszcze.
- Też na zakupach, Liam kupił sobie z dziesięć par spodni! - wskazał na swojego przyjaciela - ale Twój jest na spożywce.
Twój.
Czyli Mój.
- Powinni zaraz wrócić - powiedział Liam wyłaniając się z kuchni - a przynajmniej przydałoby się, żeby wrócili, bo w lodówce rano były już tylko kabanosy, a teraz nie ma już nic.
Wzruszyłem ramionami.
- Byłem głodny.
Liam rozczochrał mi włosy.
Nagle do pokoju wpakowali się Louis i Zayn, z torbami pełnymi jedzenia, w kurtach i czapkach, wnosząc do domu mnóstwo śniegu i błota.
- Moja śnieżynka wreszcie wstała!! - krzyknął piskliwie. Wszyscy zaczęli się głośno śmiać. Rzucił torby w kąt i pobiegł przez pokój, a potem rzucił się na mnie. Był taki zimny, ale przytuliłem go mocno i dałem buziaka w usta. Popatrzył mi w oczy. Wtedy mi się przypomniało.
- Musimy pogadać. - powiedziałem trochę zbyt poważnie i Lou przeraził się. A mimo wszystko po chwili dodałem - Natychmiast, Lou.
Chłopacy śmiali się głośno, więc chyba nie usłyszeli,  co mówiłem do Louisa, tym dla nas lepiej, bo nie chciałem, żeby się wtrącali. Poszliśmy do jego pokoju. Usiadłem na jego nieposłanym łóżku, a on rzucił się na mnie dłoń przesuwając po moim karku.
- Masz zimne ręce, przestań.
Pocałował mnie.
- Eleanor mnie dziś spoliczkowała.
Odchylił raptownie głowę.
- Była tu?!
- Tak i wyzywała mnie od pedałów i powiedziała, że powie o nas wszystkim i że uważa, że Cię ranię, że powinienem czuć się winny, że jestem nikim, że nie jesteś mnie wart, że ona to wszystko skończy, że jestem manipulantem, że gram na twoich emocjach...
Rozpłakałem się.
Przecież o to nie dbałem. Przecież odprawiłem ja z kwitkiem, mając to wszystko w dupie. A teraz, gdy musiałem się z tym zmierzyć, kiedy musiałem to wszystko wypowiedzieć, to stało się zbyt realne, żeby nie bolało.
- Louis, przepraszam Cię..
A Louis dłonią wytarł te kilka łez z mojego policzka, odgarnął moje włosy do góry i pocałował w czoło. A potem klęcząc na łóżku przytulił moją twarz do jego klatki piersiowej.
- Nie dbaj o to, Harry, niech się dowiedzą, my jesteśmy najważniejsi.
Poczułem kolejną łzę pod powieką, pod wpływem tych jego wypowiedzianych półszeptem słów.
Przytulał mnie mocno tak, że moje ucho przywarło do jego bluzki.
- Słyszysz je, prawda? - zamknąłem powoli oczy - ono bije dla Ciebie, Harry.

Chociaż spałem dziś bardzo długo, to spłakany, wtulony w jego objęcia zasnąłem raz jeszcze.
I przyśnił mi się najpiękniejszy sen na świecie, a gdy się obudziłem, wcale nie byłem rozczarowany rzeczywistością.
A on tak pięknie pachnie.



7 komentarzy:

  1. AWwwwwww.... Jakie słodkie... "- Słyszysz je, prawda? - zamknąłem powoli oczy - ono bije dla Ciebie, Harry." OMG aż awwnęłam na żywo. <33
    Ale i tak tekst "Elka, spierdalaj, dobrze?" ROZJEBAŁ! TĘPMY RAZEM ELKĘ, TAAAAAAAAAAAAAAAAAAGGG!
    PS Wolę, kiedy Twoje notki są bardziej optymistyczne, kiedy walisz sarkazmem i takim fajnym... stylem. <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Super rozdzial. Fajny styl pisania...i te teksty"-Slyszysz je prawda-zamknalem powoli oczy- Ono bije dla Ciebie ,Harry"
    Aww jakie to slodkie.
    Mozesz mnie powiadamiac o nowych rozdzialach na twitterze?
    @keepcalm165916
    Z niecierpliwoscia czekam na kolejny.
    Pozdrawiam i zycze weny.
    Chica xx

    OdpowiedzUsuń
  3. BOŻE, KOCHAM CIĘ ZA TEGO BLOGA. TAK, UZALEŻNIŁAM SIĘ OD NIEGO. TAK, Z NIECIERPLIWOŚCIĄ CZEKAM NA NASTĘPNY ROZDZIAŁ. TAK, SHIPPUJĘ LARRY'EGO. TAK, JEST TO JEDYNY TAK DOBRY BLOG KTÓRY DO TEJ PORY CZYTAŁAM. TAK, ZABIJĘ CIĘ JEŚLI KIEDYKOLWIEK GO ZAWIESISZ. DZIĘKUJĘ, POZDRAWIAM @pandattion

    OdpowiedzUsuń
  4. Nigdy nie byłam za Larrym , ale po tym opowiadaniu pokochałam ich ! *.*

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja piernicze. Ja chcę następny! Ten blog jest oszałamiający, zakochałam się po prostu. Ten twój styl pisania, to jak wszystko opisujesz, brak słów. Czekam na następny, jak zawsze po napięciem, rozdział.
    Mogłabyś mnie powiadamiać o kolejnych?
    Mój twitter; @mika1756

    OdpowiedzUsuń
  6. ŁO KURWA MAĆ...O_o a myślałam, że już wszystkie zajebiste blogi o Larry'm znam...cóż...myliłam się. I informuję, że Twój blog zaraz się znajdzie na mojej liście zajebistych blogów, które przeglądam all day all night :D i czekam na nexta! :)

    OdpowiedzUsuń
  7. "- Słyszysz je, prawda? - zamknąłem powoli oczy - ono bije dla Ciebie, Harry."
    W tym momencie dostalam zgona *O* po prostu umarlam, mozesz czuc sie winna :D ♥

    OdpowiedzUsuń