Byłeś tak blisko. I wszystko było bledsze. Trudniejsze, ale smaczniejsze. Oddychałem ciężko, powoli. Uchyliłem oczy. Wciąż tu byłeś. Tyle godzin. Patrzyłem w sufit,ale czułem Twoją dłoń na mojej i że śpisz siedząc na krześle, a głowę masz wtuloną w moją poduszkę. Nie wiem, po co mnie tu przywieźli. Przecież tylko zasłabłem. Pamiętam, że jak przyjechała karetka, to menadżer wrzeszczał na mnie. To było jedyne co słyszałem w chwilach przytomności, kiedy mnie pakowali do tego ambulansu. I jeszcze pamiętam, że Louis płakał. Przepraszał i powtarzał, że już nigdy, ze zawsze. A potem menadżer kazał mu "spierdalać".
Nie wiem jak to załatwili. Nie wiem, co myślą sobie ci wszyscy ludzie na twitterze. Nie dbam o to. Na pewno jakoś to zatuszowali. Pewnie "mam badania krwi", albo jakieś problemy żołądkowe.
- Harry?
Głos miał zaspany, poderwał się z mojej poduszki. Spojrzał na mnie i na wgłębienie na tej poduszce. Dotknąłem je delikatnie dłonią. To miejsce było wilgotne. A on miał podkrążone oczy. Czerwone. Smutne.
- Harry.
Spojrzałem na niego. Chciałem go przeprosić, powiedzieć cokolwiek. Zresztą tyle było do powiedzenia. Ale tylko patrzyłem na te usta, na tą twarz, na ten podbródek i policzki. Na powieki. To wszystko wciąż nie miało sensu. Ale zdawało się, że póki jestem w tej twierdzy, zwanej dalej szpitalem, to właśnie tu możemy być. Być razem. Powtórzył jeszcze raz moje imię. Nic więcej. Ale to było prawdziwsze niż wszystkie inne słowa. I mogłem zrozumieć go bardziej niż dzięki czemukolwiek innemu. Robiło się jasno. Był tu ze mną całą noc. Powinienem mu powiedzieć, żeby poszedł do domu, odpocząć. Ale wmawiałem sobie, że i tak by mnie nie posłuchał, a tak naprawdę, nie chciałem, żeby odchodził.
Z dłonią w jego dłoni, z tą czułością w jego opuszkach palców, kiedy dotykał mojego zabandażowanego nadgarstka. Widziałem, jak trzęsie mu się podbródek, zagryza wargi. I nie chce płakać i powstrzymuje się do końca. A potem ta jedna łza nerwowo wytarta wolną ręką.
- Przepraszam - szepnąłem. - to nie Twoja wina.
Bo to była prawda. To wina mnie. To moja choroba, moja słaba psychika. Słodki Harry, seksowny dzieciak, zabawny, męski, ostatecznie niedorajda która się pocięła, bo nie umie sobie poradzić.
A mimo wszystko nie żałowałem tego, oprócz tych chwil, kiedy po policzku Lou spływały krople.
- Moja.
Rzucił to tak szybko i cicho, jakby nie chciał, żeby zatrząsł się mu głos, żebym może nie spostrzegł, że płacze. Przecież tego nie dało się nie zauważyć. Leżałem na boku, on głowę znów położył na wilgotnej poduszce.
- Połóż się obok mnie. - powiedziałem.
- Nie wolno mi, to szpitalne łóżko, jak to zobaczy pielęgniarka to mnie stąd wyrzuci.
- Od kiedy dbasz o jakiekolwiek zasady? - szepnąłem.
- Harry, błagam, nie rób mi tego. - oczy wciąż były zaszklone - obwiń mnie wprost, tylko nie mów takich rzeczy, nie miej do mnie takich wyrzutów, Harry...
W pomieszczeniu było coraz jaśniej. Dostałem osobną, całkiem ekskluzywną salę. Nikt nie wiedział, że jestem w tym szpitalu. Cud menadżera.
Odważyłem się jeszcze raz spojrzeć w te tęczówki.
- Nie to miałem na myśli. Po prostu, połóż się obok mnie, dobrze? Chcę Cię przytulić.Chcę Cię tylko przytulić. I może zaśniesz. Albo... - kładł się już na moim szpitalnym łóżku, wcześniej zdejmując buty - jeśli chcesz, możesz iść do domu.
Powiedziałem to ciszej z jakąś głupią nadzieją, że może tego nie usłyszy. A ten położył dłoń na moim karku i przeczesując włosy powiedział cicho:
- Nigdy Cię już nie zostawię. Nigdy, rozumiesz?
Przymknąłem oczy na chwilę, jakby na znak aprobaty.
- A co z El?
Wciąż na mnie patrzył, ale jakby w tym wzroku było coś wymijającego.
- Potem o tym pomyślimy... - odrzekł powoli.
- Nie chcę potem, Louis, zrób coś. Teraz, bo ja, bo ja.. - przypadkiem zahaczyłem wzrok na swoim obandażowanym nadgarstku, gdy szukałem odpowiedniego argumentu i zanim zdążyłem dokończyć, ten sięgnął po telefon, który miał w kieszeni.
Położył się na brzuchu, opierając na łokciach, i wybrał do niej numer w taki sposób, żebym widział, co robi.
- Jeśli nie chcesz, nie musisz...
- Eleanor? Wiem, że jest szósta rano i dopiero wstałaś. Przepraszam Cię za wszystko, dobrze wiesz, że ostatnio nie było z nami najlepiej. Stało się coś złego i nie mogę z Tobą być. - tu wziął głęboki oddech. Dziewczyna najwyraźniej nic nie mówiła, nie dziwiłem się jej. Lou przygryzał wargę, jakby przerażony tym wszystkim co się dzieje, a mimo wszystko był odważny. Dla mnie. - Ja nie chcę już z Tobą być. - dorzucił dobitnie i rozłączył się. Patrzył jeszcze przez chwilę w ścianę. Położyłem się na brzuchu, jak on podpierając łokciami, ciało przechyliłem w jego stronę i głowę oparłem o jego bark.
- Będzie na nas zły. - powiedziałem w końcu.
- Na świecie jest mnóstwo innych menadżerów, którzy nie będą chcieli nas zabić.
Pocałował mnie w czoło.
Tak nagle i tak po prostu włożył dłoń w moje włosy, i pocałował w czoło. To chyba był jego najpiękniejszy pocałunek. A potem się uśmiechnął. I wszystko było jeszcze bardziej lekkie.
- Już nie umiałbym żyć bez Ciebie...
Uśmiechnąłem się mimo wszystko.
- Nie chcesz spać? - zapytałem.
Pokręcił głową i wzruszył ramionami.
- To chodźmy na dół na kawę - odparłem.
- Nie wolno nam chodzić po budynku, nikt nie wie, że tu jesteś, Hazza.
Teraz ja wzruszyłem ramionami.
- Pieprzyć to.
Zbliżyłem się do jego ust i dotknąłem dłonią jego policzka. Te ciepłe wargi dotknęły moich.
A potem to ulubione wyznanie miłości, jak dzieci w podstawówce.
Tak, to musiał być tylko jakiś cholerny sen.
I zaraz wypijemy kawę, a ja nie posłodzę.
- Nie wyobrażasz sobie, jak zajebiście muszę Cię kochać - usłyszałem.
Za krótkie! I pełne emocji... Takie prawdziwe. Szkoda Hazzy, bo mimo, że był szczęśliwy to się pociął. :c
OdpowiedzUsuńOjej. :<
OdpowiedzUsuńWczoraj przeczytałam wszystkie rozdziały i stwierdzam, że to opowiadanie jest rewelacyjne! :D Świetnie potrafisz opisać uczucia chłopaków. Smutno mi było, jak Harry się pociął i potem jeszcze Lou płakał ;< Mam nadzieję, że to się wszystko jakoś ułoży :))
OdpowiedzUsuńCzekam na kolejny xx
Dopiero trafiłam na tego bloga, ale muszę przyznać, że jest super. Jest taki wyciągając, że jak zaczęłam tak na raz przeczytałam wszystkie rozdziały. Masz talent. Pisz dalej. Czekam na następny.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam i życzę ceny Chica xx.
ojejku, cholernie mi sie podoba *o*
OdpowiedzUsuń