Spałem. Wreszcie przesypiałem noce. Nie. Przespałem jedną noc. Bo to wszystko dopiero wczoraj. Bo płakałem jak dziecko. I o nic już nie dbam. Chcę tylko, żeby przestało boleć.
Otwieram oczy i czuję jak dusi mnie to COŚ w klatce piersiowej.
I nie myślę o milionach ludzi na twitterze,ani o innych pierdołach. Nagle okazuje się, że tak prawdziwie - nie mam dla kogo już wstawać. I nie ma sensu. Nic.
Na szafce obok łóżka leży żyletka. Obracam ją w palcach gdy mi źle. Przecież faceci się nie tną. Pociągnąłem nosem. Wciąż miałem katar,albo raczej wciąż płakałem.
Wściekłość, zażenowanie, brak możliwości zrobienia czegokolwiek, szach - mat i przegrałeś Harry. Ręce mi drżały i nie ochłonąłem jeszcze od wczoraj. Spojrzałem na wyświetlacz telefonu.
-KURWA! - krzyknąłem i miałem głęboko w poważaniu, ze ktokolwiek się przeze mnie obudzi. Bo dziś idziemy do studia i nagrywamy kawałki na nową płytę.
Bo miałem tylko nadzieję, że ucieknę gdzieś, zaszyję się na te najbliższe 24 h w miejscu najbardziej dalekim od niego, jak to tylko możliwe. I rzuciłem żyletkę na podłogę, i wybiegłem z pokoju do łazienki.
Musisz z tym żyć,Harreh,dzieją się gorsze rzeczy, dzieją się gorsze rzeczy. Oddychałem głęboko, patrząc w swoje odbicie lustrzane. Na tą twarz, na loki, na usta, które wczoraj wieczorem...
-H-harry y?
Niall. Zobaczyłem go w lustrze. Miał podkrążone, zaczerwienione oczy. I obgryzał paznokcie. I ledwie wszedł - już wyszedł, wręcz wybiegł.
- Niall! Poczekaj! - krzyknąłem za nim, idąc już w stronę jego pokoju. Drzwi trzasnęły zanim zdążyłem dobiec. Zatrzymałem się na chwilkę, gapiąc się w klamkę. Zapukałem, bo złościł się, gdy tego nie robiłem. Nie odezwał się.
- Niall, martwię się o Ciebie.
Cisza.
- Niall, wchodzę.
Popchnąłem drzwi,ale nie chciały się otworzyć i musiałem to zrobić siłą całego mojego ciała. Poślizgnąłem się i uderzyłem w nogę.
- Shit. Niall, wypuść mnie,chyba się połamałem.
Nic mi nie było,ale szybko puścił drzwi i wyjrzał, żeby sprawdzić, co się stało. Będzie tylko siniak, pomyślałem. Podniosłem głowę, spojrzałem na Nialla i rzuciłem sie na uchylone drzwi.
- Teraz mi wszystko opowiesz - powiedziałem stanowczo. I wzmacniało mnie bardzo to, że mogłem sie przejmować czyimiś problemami i zapomnieć na chwilę o swoich. Właściwie w tym moim dołku zdawało mi się, że jestem najlepszą osobą, która może pomóc komukolwiek. Niall nie patrzył mi w oczy.
- Dziś... - westchnął i spojrzał za okno - dziś jest rocznica śmierci mojego psa, wiesz, to było dawno, nie mówiłem Ci nigdy o nim, ale był dla mnie ważny, wiesz przyjaciel - jąkał się ze łzami w oczach. Patrzył za to okno i nic nie pasowało.
- Niall, przecież nie musisz mnie okłamywać. Nikomu nie powiem. Sam też czuję się fatalnie, będzie dobrze, jeśli pomogę chociaż Tobie i jakoś się temu światu przydam.
Uspokoił się i zdziwiony od razu spytał:
- Co się stało?
- Nie odwracaj kota ogonem - warknąłem - tylko mów.
Westchnął i wyprostował się.
- Problem za problem?
Skrzywiłem się. Nie powinienem nikomu mówić. Trzeba to jakoś obejść.
- Zobaczymy. - odpowiedziałem wymijająco i odetchnąłem po chwili, bo mimo tego, że na pewno chciałby pomóc mi rozwiązać mój problem, jego zdawał się go na tyle przytłaczać, że ześlizgnął się z łózka i siedząc na podłodze, a wzrokiem błądząc gdzieś po meblach zaczął mówić.
- Harry, ale proszę, nie mów nikomu, błagam, nie chcę jeszcze...
I taki niepokój w sercu, gdy się na niego patrzyło, niech to już powie, niech wyrzuci z siebie, cokolwiek to jest.
- Wczoraj wieczorem dzwonił Greg... mama dostała wyniki... wiesz, oni nie są pewni, mówią,że trzeba powtórzyć, żeby jeszcze się nie martwić, i w ogóle, ale Harry - tu spojrzał na mnie, płakał - mówią, że ma raka, a ja nie chcę, żeby umarła.
To stwierdzenie było tak proste, to pragnienie tak dziecinne, i ta obawa jak u pięciolatka i miłość w oczach. I przytuliłem go mocno do siebie.
- Niall, jedź dziś do niej, pojadę z Tobą, jeśli chcesz.
Podniósł głowę i otarł rękawem policzki z łez.
- Nie mogę, dziś studio, poza tym, Harry, nie obraź się, ale czuję, że jeśli już, to powinienem pojechać tam sam.
Przycisnąłem go mocno do klatki piersiowej.
- Przecież będzie w porządku, sam mówisz, że będą powtarzać badania, no i wcale nie musi być złośliwy i zrobimy wszystko, żeby ją wyleczyć, jeśli zajdzie taka potrzeba - wyrzuciłem to z siebie praktycznie jednym tchem, starając się żeby ton głosu pocieszał, ale było mi trudno, bo ten cały naillowy smutek ogarnął teraz i mnie.
Ja wiem, że on by sobie z tym nie poradził, tak bardzo ją kocha, tak bardzo.
Jak ja Lou - wpadło mi do głowy, a potem skarciłem się za to porównanie. Moje na pewno przejściowe zakochanie nie powinno być porównywane do tego, co się dzieje teraz w głowie Nialla, w jego serduchu i było mi go strasznie żal.
- Powiem Paulowi,żebyśmy się dziś sprężyli, bo masz poważny problem. - Niall spojrzał na mnie wzrokiem "błagam, nic mu nie mów", chociaż ja sam uważałem, ze Paulowi można było w takich sprawach zawsze ufać - przecież nie będzie pytał o szczegóły, jest wyrozumiały - dorzuciłem.
Spędziłem ten dzień z Niallem. Zrobiłem mu śniadanie, a potem pomogłem się zebrać, żeby wyjść z domu. Jak wsiedliśmy w samochód, to nawet już się uśmiechał i gawędził wesoło. Cieszyłem się, że nie jest już smutny. Bo czasem smutnym się po prostu jest. Czasem smutnym być trzeba. Ale nie wolno się nigdy smucić zbyt długo z żadnego powodu i myślę, że mama Nialla podzieliłaby moje zdanie.
Staliśmy w jakimś potężnym korku. Lou się do mnie nie odzywał. Udawaliśmy, że się nie znamy. Może to wyglądało z boku niedorzecznie i pewnie, gdybyśmy chcieli ukryć przed resztą, że coś się między nami niedobrego stało, to staralibyśmy się zachowywać jak zawsze. Ale po pierwsze byłoby to niedorzeczne, a po drugie wcale nam na tym nie zależało.
I chciałem cały ten czas myśleć tylko o Niallu i jego problemie, zawsze gdy było mi smutno. To mi otwierało oczy. Ostatnie dni byłem kompletnie załamany, chociaż właściwie nie było powodu. To tylko głupia miłość, wyolbrzymiłem problem jak jakaś baba.
A potem kątem oka widziałem Louisa śmiejącego się z Zaynem z jakiejś dziwnej reklamie na bilboardzie.
I jednak brakowało mi tego. I przychodziło na myśl wspomnienie wczoraj. Czego on się boi? Że menadżer? Pieprzyć menadżera, nie musiałby kurwa o tym wiedzieć. Widziałem Lou jakby za mgłą, jak gestykulował, obejmował Liama.
On tak po prostu ma, on kocha wszystkich jednakowo. To nie jest nic wyjątkowego.
A to wczoraj?
A może jednak?
Mgła była coraz większa, a potem Niall, dotknął mojego ramienia.
- Dlaczego płaczesz?
Zorientowałem się, że mam łzy w oczach i zawstydzony otarłem je. Nie powinienem płakać.
- Kiedyś Ci opowiem - rzuciłem wymijająco.
- Opowiedz mi teraz - uparł się Niall - przecież obiecałeś.
Przełknąłem ślinę i wyrzuciłem to z siebie cicho, jednym tchem, łącząc niezrozumiale wyrazy.
- Zakochałem się w Lou.
Odwróciłem szybko wzrok, żeby uniknąć spojrzenia w oczy Nialla, a potem trafiłem na Lou i po prostu zamknąłem oczy a uszy zasłoniłem dłońmi i miałem nadzieję, że bez tych dwóch zmysłów wnętrze vana będzie mi mniej obce.
Poczułem, jak Niall mnie obejmuje. Zrozumiał. O nic nie pyta. Ma większy problem ode mnie, ale jednak martwi się o mnie, a przede wszystkim ze mną jest i czuję kolejną łzę pod powieką i modlę się o to, żeby nikt inny tego nie zauważył. I lubię zapach jego bluzy. Bo to jest prawdziwy przyjaciel. I chcę, żeby był już zawsze. Zsunąłem dłonie z okolic uszu na kark i patrzyłem tępo na podłogę. Tamta trójka świetnie się bawiła. Dobrze.
Usłyszałem szept w okolicy ucha.
- Powiedz mu to.
Poczułem w środku, że mogę swobodnie o tym mówić, bo tamci nie usłyszą, tak bardzo hałasowali. W dodatku patrząc na mnie i Nialla można by tylko pomyśleć, że się nie wyspaliśmy.
- Pocałował mnie wczoraj.
Niall odchylił się do tyłu i spojrzał na mnie zdezorientowany.
- A potem powiedział, że - głos mi się załamał, więc poczekałem chwilę, żeby szept znów stał się szeptem - że ta historia nie może się dobrze skończyć.
Niall do tej pory przytulał mnie, teraz puścił i rozejrzał się po vanie. Był zdeterminowany i wiedziałem, ze jest gotowy do wszystkiego.
- Nie, proszę Cię, nie rób niczego głu... - nie zdążyłem szepnąć w jego stronę.
- Louis!! Louis!!!
Lou przestał piać ze śmiechu i odwrócił się w naszą stronę.
- Co tam, chłopaki?
Nie patrzył na mnie, omijał mnie celowo wzrokiem.
- Harry mówi, że jest mu przez Ciebie przykro. Przeproś go.
Jęknąłem. Byłem zły na Nialla. Jak mógł. Jak mógł.
Louis nic nie odpowiedział. Zdawało się, że zupełnie zignoruje tą sytuację. Oczy wszystkich były zwrócone to na mnie, to na Lou. A on przeszedł między siedzeniami i przewrócił się tuż przy mnie, na mnie.
-Ałłła!! Lou, co ty robisz?!
Półleżał na mnie i uśmiechał się słodko, jak gdyby nigdy nic.
- Przestań, to boli - powiedziałem, wciąż ledwo powstrzymując się od łez.
Usiadł koło mnie i przytulił mnie krótko, uśmiechając się szeroko, jakby czekając na oklaski.
- To nadal boli, Lou...
I widziałem w tych oczach przeprosiny, ale to nie miało znaczenia, bo nagle przypomniały mi się jego usta z wczoraj wieczorem, bo nagle przypomniało mi się, jak blisko byliśmy, a jak bardzo daleko jesteśmy, pomimo tego, że siedzi dwa centymetry ode mnie.
A potem sobie uświadomiłem, że to tylko dwa głupie centymetry.
Ach, co mi tam świat, chodź pocałuj mnie jeszcze raz.
I dotknąłem dłonią jego policzka, a oczy mu spoważniały zupełnie i o nic nie dbałem i przybliżyłem moje wargi do jego warg. Nie boję się, nie boję się i nic nie jest bardziej niż...
Kochałem ten smak, to uczucie, gdy delikatnie przechylałem głowę i wszystko było bardziej, tylko świat za nami mniej. I nie wiedziałem, ze to kiedyś się skończy i poczułem jego drżącą dłoń na moich żebrach, przesunął ją w miejsce, gdzie biło moje serce. A potem odchylił się powoli i świat dopiero zaczął do mnie dochodzić. I zacząłem się go bać. Bo panowała idealna cisza, jakbyśmy byli tu sami, a on też nic nie mówił.
I był tak bardzo poważny.
A ja czułem się tak bardzo uzależniony i nie obchodziły mnie konsekwencje.
- Przeprosiny przyjęte? - zapytał cicho.
Przytuliłem go mocno do siebie, zamykając oczy.
Chłopcy szeptali między sobą podekscytowani, ale to się nie liczyło.
Albo może w podświadomości wiedziałem, że Niall rozumie i że Niall im wytłumaczy.
Wciąż się obejmowaliśmy, a ja z zamkniętymi powiekami i głową opartą o jego bark, czując jego zapach w nozdrzach, czułem
szczęście.
I że nie chcę już nigdzie
nigdy
stąd iść.
- Lou, ja Cię naprawdę kocham. - szepnąłem ledwie słyszalnie.
A wtedy on przycisnął mnie mocniej do siebie.
Ty wiesz, co ja myślę. Matko jedyna, do jakiego Ty mnie stanu doprowadzasz, Wpatka...
OdpowiedzUsuńJa pierdole... Jakie to jest... Zajebiste... Potrafisz tak pieknie opisywac uczucia! Przepraszam, ze napisze taki nieskladny komentarz, ale to jest zbyt piekne i nie wiem, co mam napisac...
OdpowiedzUsuńJesli nie sprawiloby Ci to klopotu, moglabys mnie powiadamiac na Twitterze? @LouLightMyWorld , bylabym wdzieczna.
Pisz szybko, weny Ci zycze! <3 xx
< http://forever-larry.blogspot.com >
:OOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOO omg
OdpowiedzUsuńNie dosc, ze pieknie spiewasz to jeszcze zajebiscie piszesz *o*
OdpowiedzUsuńZapraszam do mnie na : http://gleamxofxhopex.blogspot.de/
Cieszylabym sie gdybys poinformowala mnie o nowym rozdziale na moim blogu :)